Buldog - Chrystus miasta: nie trzeba wielkich nazwisk

30.05.2010 08:15
Buldog

Buldog (Buldog, okładka płyty)

Debiutanckie wydawnictwo Buldoga budziło mieszane uczucia. W międzyczasie szeregi zespołu opuścił Kazik Staszewski, który najwyraźniej zrozumiał w końcu, że udział w zbyt dużej ilości projektów, niczego dobrego artyście nie przynosi. Szanujemy decyzję i nie rozliczamy. Zamiast tego warto skupić się na nowym materiale oraz osobie Tomasza Kłaptocza, który postanowił swoim gardłem, wspomóc Piotra Wieteske i spółkę.

Pomysł na granie jest podobny do tego z 2006 roku, aczkolwiek pewne różnice są. Zgrabne melodie, prowadzone przez gitary i klawisze, znane z poprzedniej płyty, uzupełnione zostały przez całą paletę instrumentów dętych. Na pierwszy plan wysunęły się trąbki, puzon czy saksofon barytonowy. Komparacja z Kultem czy Akurat (poprzednim zespołem Kłaptocza), nasuwa się automatycznie. Można nabrać w tym miejscu pewnych podejrzeń, jednak wbrew pozorom, był to zabieg nad wyraz udany. "Chrystus miasta" pełen jest dzięki temu przestrzeni, barwnych plam, pulsującego, żywiołowego klimatu. Obok typowo rockowych zagrywek, pojawiają się także rytmy reggae ("Mieszkańcy", "O chorym synku"), ska ("To nie jest moja ziemia"), czy szczypta punk-rocka ( tytułowy "Chrystus miasta"). Świetnie w tę stylistkę wpisuje się Tomasz Kłaptocz. Słychać, że wokalistą jest doświadczony: kiedy trzeba potrafi i ładnie zaśpiewać, i powrzeszczeć, i poszeptać czule jakieś kojące wersy. Na warsztat wziął poezję i to nie byle jaką! Nazwiska takie jak Tuwim, Barańczak i Staff mówią same za siebie. Nie jest rzeczą łatwą, zmierzyć się z ich twórczością. Tomasz poradził sobie z tym zadaniem bez zarzutu. Z wielkim wyczuciem i gracją przełożył liryki na język współczesnej muzyki. Z odpowiednim dystansem i bez zbędnego patosu. Szkoda, że sam poprzestał na napisaniu tylko jednego tekstu ("To nie jest moja ziemia"), może na następnej płycie będzie ich nieco więcej.

Wieteska pokazał, że nie potrzebuje wielkich nazwisk, by wznieść swoją muzykę na wyżyny. Podoba mi się luz i zarazem pewna podniosłość, duchowość tego albumu. Krytyczne spojrzenie Tuwima na mieszczan, mieszczuchów, filistrów, nie straciło nic ze swojej aktualności. Podobnie jak muzyka Buldoga.

Kamil Downarowicz

POLECANE RADIA