Janet Jackson - Discipline: Solidnie, ale bez magii

calak
20.03.2008 09:58
Discipline

Discipline (okładka albumu Discipline)

Zawiodą się wszyscy oczekujący od nowego albumu Janet czegoś niesamowicie świeżego, porywającego swym eklektyzmem i muzyczną otwartością. Jackson nie sięga na "Discipline" tak głęboko do korzeni czarnej muzyki jak na doskonałym "Velvet Rope" sprzed jedenastu już lat. Na szczęście nie nudzi też tak jak na "Damita Jo", podążając tropem całkiem udanego krążka "20 Y.O." z 2006 r.

Janet Jackson "Discipline", Island/ Universal

Janet przy pracy nad nowym albumem zrezygnowała całkowicie z producenckiej opieki superduetu Jimmy Jam & Terry Lewis , z którymi udanie współpracowała od ponad dwudziestu lat. Taka decyzja była wyraźnym sygnałem, jakich brzmień należy spodziewać się na krążku - mocnego, nowoczesnego r&b z popowym, radiowo-klubowym zacięciem, za to bez zbędnych ucieczek w stronę wysmakowanego soulu i funku. Tak się rzeczywiście stało. Singlowe "Feedback" i "Rock With U" doskonale oddają klimat płyty. Na "Discipline" słyszymy chwytliwe bity autorstwa m.in. Rodneya Jerkinsa , Stargate , Jermaine'a Dupri , Ne-Yo i Teriusa "The Dream" Nasha . Wszystko na bardzo przyzwoitym poziomie, ale tak naprawdę nie różniące się zanadto od tego, co słyszymy na większości gwiazdorsko obsadzonych płyt komercyjnego, popowego r&b.

Po mocnych, dynamicznych dwudziestu minutach płyta nagle zwalnia i przechodzi na kwadrans w pościelowy, balladowy klimat. Później na kilka minut znów "Discpline" zdaje się nabierać wigoru i wtedy właśnie słyszymy najlepszy na krążku numer "The 1" z gościnnym udziałem Missy Elliott . Kawałek ten to prawdziwa petarda, ciekawa gra wokalami, efektami w tle i funkująco-hiphopowy podkład. Ostatnie dwa numery to znów powrót z parkietu do pozycji horyzontalnej, okraszone bardzo ciepłym, typowym dla Janet "What's Ur Name" .

Obiektywnie trudno się do czegoś na płycie przyczepić. Głos Janet od zawsze stanowi jej wielki atut, teksty na krążku są dojrzałe i nie pozostawiają sobą żadnego niesmaku. O muzyce pisałem już kilka akapitów powyżej. Coś jednak generalnie nie chwyciło. Może to winą zupełnie niepotrzebnych kilkusekundowych skitów, które może i miały jakiś ukryty sens, tylko koniec końców burzą harmonię i spójność wydawnictwa. Bez nich "Discipline" na pewno zyskałoby na ogólnej ocenie. Płyta może się spodobać, bez problemu wpada do ucha, ale nie zależy się spodziewać, by została w nim na długo. Magii i czegoś ponadczasowego na pewno na niej nie znajdziemy.

AC

POLECANE RADIA