Bauhaus: rock gotycki to żart [wywiad]

calak
12.03.2008 15:12
Bauhaus

Bauhaus (Bauhaus, fot. Anton Corbijn/ Kartel Music)

W poniedziałek ukazała się pierwsza od dwudziestu pięciu lat studyjna płyta Bauhaus - "Go Away White". To zarazem ostatni krążek w historii zespołu, więc trudno sobie wyobrazić lepszą okazję do wywiadu. Dzięki pomocy wydawcy albumu grupy Bauhaus, firmy Kartel Music, w imieniu infomuzyki z Danielem Ashem - gitarzystą i współkompozytorem zespołu, rozmawiał Łukasz Kamiński.

To naprawdę koniec Bauhaus?

Na to wygląda. Wiesz, grupa z przerwami istnieje od 1979 r. Jakiś czas temu znów się zebraliśmy, postanowiliśmy grać. Prawda jest jednak taka, że mamy odmienne charaktery, osobowości. Dochodziło do ostrych zwarć i kłótni trzydzieści lat temu. Dochodziło do nich i ostatnio. Różnica jest taka, że jesteśmy starsi i nie mamy już ochoty przez to wszystko przechodzić.

Ale już przed nagraniem płyty wiedziałeś, że to koniec?

Tak, chciałem nagrać tylko jedną płytę, choć pozostali mieli bogatsze, trzy, czteropłytowe plany.

Przylgnęły do Was słowa jednego z dziennikarzy NME, że "Radiohead było tym dla muzyki progresywnej, czym dla rocka gotyckiego był Bauhaus". Zgadzasz się z tym?

Rock gotycki to nic więcej, jak żart. Zawsze był. Nigdy nie uważaliśmy się za przedstawicieli tego gatunku. Całe to zamieszanie wzięło się z tego, że nosiliśmy się na czarno, a nasz pierwszy singiel zatytułowany był "Bela Lugosi is Dead". Do worka z napisem "gotyk" ludzie potrafili, zupełnie idiotycznie, wrzucać Siouxie and The Banshees, Joy Division czy The Cure. Gdybyś powiedział któremuś z muzyków tworzących te grupy, że należą to tej subkultury uznaliby cię za szaleńca. Tam skąd ja pochodzę, z Anglii, "gotyk" oznacza nic więcej niż zbyt dużo makijażu, rozwiane włosy, brak talentu.

Idealny opis współczesnej mody na emo!

Emo? Nie słyszałem, ale przyznaję, że słabo się orientuje w tym co się współcześnie dzieje w muzyce młodzieżowej.

Skoro to koniec Bauhaus, powiedz, który z dotychczasowych koncertów był najlepszy?

Kiedy po raz pierwszy przyjechaliśmy do USA, zagraliśmy dwa koncerty w klubie Roxy w Los Angeles. Reakcja na naszą muzykę była niezwykła. Nikt nie rozmawiał, nie palił, nie stał przy barze po piwo. Wszyscy tylko stali i patrzyli się na nas. Graliśmy muzykę, której oni nigdy wcześniej nie słyszeli. Nie było to disco, reggae, punk, funk, soul, itd. Pamiętam do dziś to niezwykłe uczucie, że udało mi się, że gram coś nowego, coś zaskakującego. To było wspaniałe.

A pierwszy koncert Bauhausu?

Technicznie nie był najlepszy, ale pamiętam, że Pete był w siódmym niebie. Całe swoje życie chciał się znaleźć na scenie, a kiedy na nią trafił zachowywał się tak, jakby nic innego dotychczas w życiu nie robił tylko śpiewał. Był absolutnie naturalny i przekonujący.

Tobie też występowanie sprawia taką radochę?

Lubię to, ale nie tak jak Pete. U niego to prawdziwa obsesja.

A co jest Twoją obsesją?

Motocykle! Zawsze interesowałem się kulturą motocyklistów, harleyami, starymi brytyjskimi motorami, które mają duszę. Jazda na motocyklu to moja joga, moje zen. Wolę też jeździć samotnie, niż w grupie.

Właśnie stuknęła Ci pięćdziesiątka. Nie chcę wchodzić w Twoje życie prywatne, ale zmieniło to coś w Twoim życiu?

Niespecjalnie zauważyłem to przejście. Wiesz, jestem zdrowy, a to w moim wieku jest niesłychanie ważne. Dbam o siebie, jem zdrową żywność. Prawda jest taka, że jeśli o siebie nie dbasz to i wieku 25 lat możesz być stary. Nie kręcą mnie już trasy koncertowe, wolę zaszyć się w domu i komponować muzykę do filmów i dla telewizji.

Jaka ścieżka dźwiękowa jest najlepsza?

Zdecydowanie ta do "Łowcy Androidów".

Czy muzyka Bauhaus Twoim zdaniem miała coś z klimatu filmowego?

Nie, niekoniecznie. Ale jest tak, że każdy ma o naszej muzyce inne zdanie, każdy słyszy ją inaczej.

I nigdy nie złapałeś się na tym, że oglądając jakiś film czułeś, że któraś z kompozycji Bauhaus idealnie by pasowała do sceny?

Nie, naprawdę potrafię oglądać filmy bez myślenia o muzyce (śmiech).

Czy jest jakakolwiek szansa, żebyś wystąpił w Polsce?

Nie mam pojęcia, ale kto wie. na razie jedyne plany jakie mam to występ z Love and Rockets na festiwalu Coachella. Zagramy tuż przed Rogerem Watersem, powinno być więc ciekawie.

Rozmawiał: Łukasz Kamiński

POLECANE RADIA