Bipolar Bears - Chcieliśmy zgwałcić konwenanse [wywiad]

25.02.2010 14:50
Bipolar Bears

Bipolar Bears (Bipolar Bears, fot.mat.prasowe)

Bipolar Bears to zespół założony przez Kubę Mitoraja i Szymona Danisa, który zadebiutował niedawno płytą 'Interpolar Link'. Już w najbliższą sobotę w ODA Firlej we Wrocławiu panowie zagrają premierowy koncert, bilety na który można wygrać na MySpace. Zanim jednak weźmiecie udział w konkursie i wybierzecie się na koncert, zapraszamy do przeczytania wywiadu z Szymonem.

Kamil Downarowicz: Bardzo rzadko zadaje tego typy pytania, ale tym razem nie mogę się wprost oprzeć. Skąd się wzięła i co oznacza nazwa Bipolar Bears?

Szymon Danis: Zastanawialiśmy się gdzieś w trakcie naszej intensywnej sesji produkcyjnej nad nazwą, a że podczas produkowania materiału, często byliśmy zmęczeni, niewyspani, nierzadko również psychodelicznie pobudzeni lub pod wpływem zwykłej głupawki, w którymś momencie wpadliśmy na połączenie niedźwiedzi polarnych z dwubiegunowym zaburzeniem nastroju. Okazało się potem, że nie tylko my wpadliśmy na to jako pierwsi.

Pod względem personalnym  i osobowościowym jesteście dość szczególnym projektem. Twoje korzenie tkwią w ciężkich brzmieniach, postindustrialu czy metalu, natomiast Kuba to raczej jasna strona mocy, czyli jazz i akustyczna muzyka nastrojowa. Jak zatem doszło do powstania zespołu i czy jego skład jest już ostatecznie zamknięty?


Ten dwuosobowy człon Bipolar Bears to właśnie Kuba i ja, co do dziś wydaje mi się być co najmniej paradoksalną przyjaźnią muzyczną. Poznaliśmy się w sumie... u mnie w domu, podczas spontanicznego nagrywania piosenki "na już" na opolskie Debiuty. Chwilę później Kuba ze mną zamieszkał i zaczęła się nasza wspólna, roczna wycieczka wgłąb siebie, z której dziwię się, że udało nam się wrócić. Obaj mamy skrajnie różne korzenie. Ale w muzyce fascynuje nas najczęściej to samo: emocje, innowacja, nonkonformizm i połączenie awangardy z popem. Dzielą nas tylko poglądy dotyczące metalu i jazzu.

Czy czuliście się ciasno w swoich poprzednich muzycznych rolach?  Chodzi mi o to, że na "Interpolar Link" mieszacie ze sobą najróżniejsze gatunki, od trip hopu, poprzez drum'n'bass, post-rock czy ambient. Wydaje się, że chcecie przekroczyć wszystkie możliwe granice, najlepiej w czasie jednego kawałka.


Nie czuliśmy się i nie czujemy ciasno w innych zespołach, aczkolwiek, w Misiach faktycznie od początku chcieliśmy zgwałcić konwenanse i zrobić dokładnie to, na co mamy ochotę, łącząc wiele skrajnych fascynacji. Ograniczaliśmy się tylko tym, co wspólne dla nas obu, reszta kryteriów okazała się zbędna. Muzyka żyje i jak powiadał Mike Patton, jeśli umiera, to zabijają ją muzycy. Od lat staram się z CO.IN. łączyć dżem z wołowiną i ananasa z ogórkiem, a kiedy w moim domu pojawił się koleś o tak szerokich horyzontach jak Kuba, należało pójść krok dalej, gdybym tego nie zrobił, nie byłbym sobą, a Kubę na ten roczny pobyt po muzycznej drugiej stronie lustra namawiałem jakieś pięć minut, z tego co pamiętam. W kwadrans po moim "a może byśmy...?" już siedział z gitarą a ja sklejałem chore beaty.

Gratuluję produkcji, która stoi naprawdę na wysokim poziomie. Czy możesz opowiedzieć, pokrótce, jak wyglądał proces nagrywania waszego debiutanckiego wydawnictwa?


Napożyczaliśmy sprzętu i pieniędzy na własny oraz zebraliśmy to co mamy i... zaczęliśmy nagrywać. Ja produkcją zajmuję się od lat więc zmiksowanie tego nie było trudne. Sporo zabawy mieliśmy przy nagrywaniu dźwięków otoczenia. Reszta to elektronika z różnych urządzeń, które mają lampki, gałki i suwaczki oraz gitara Kuby i moje gardło. Gości również nagrywaliśmy w warunkach domowych, to dotyczy nie tylko Ali, Izy i Magdy ale również skrzypka i wiolonczelisty. A na mastering wprosiliśmy się do studia naszego przyjaciela, gdzie we dwóch szlifowaliśmy kawałki.

Wg mnie numer "Mental Sneeze" ma sporą szansę podbić listy przebojów niektórych stacji radiowych, które puszczają mniej oczywiste dźwięki. Pisaliście niektóre kawałki z perspektywy "może to gdzieś puszczą", czy raczej się nad tym nie zastanawialiście?


Zawsze zaokrąglamy naszą jazdę, popową formą, bo lubimy piosenki. Zresztą nic dziwnego, skoro jaramy się Saulem Williamsem, Nine Inch Nails, Aphex Twinem, Davidem Bowie, czy Bjork. U nich z drutu kolczastego zawsze wychodzi coś mniej lub bardziej podobnego do roślinki, nie chcemy robić potworków.

"Human Resources Guy" to z kolei taka łagodniejsza wersja Atari Teenage Riot. Zresztą w całości skomponował ten utwór Maciek Zakrzewski, znany przede wszystkim z Digit All Love. Jak doszło do Waszej współpracy i czy Maciek miał duży wpływ na końcowy materiał?


Lubię ATR, ale na to porównanie bym nie wpadł.  A tak uściślając, Hedejk zrobił trzon kawałka w postaci zapętlonej drukarki  pana od gazomierzy i głównego beatu, resztę dopisaliśmy z Kubą. Oczywiście bez Macieja ten kawałek by nie powstał i fajnie, że po podrzuceniu nam pomysłu dał nam wolną rękę. Współpraca z Hedejkiem od początku opiera się na wzajemnym zaufaniu i to stanowi nieocenione okoliczności robienia muzy. Znam i podziwiam Maćka od lat i kiedy w którymś momencie wspólnie zdecydowaliśmy, że dołączy do składu live, byłem podjarany jak dziecko. Digit to mistrzowski projekt, który mało kto przypisuje jego osobie, mało kto wie, że trafność tego muzycznego zjawiska zaczyna się zwykle i kończy w jego głowie. Ja do dziś nie mogę wyjść z podziwu jak, w zasadzie, własnymi rękami ulepił tę słodką anomalię muzyczną.

"Sparrow's Winter" pochodzi jeszcze z przełomu 2004/2005 roku, z czasów CO.IN. Skąd myśl, żeby wygrzebać akurat ten kawałek i wrzucić go na płytę Bipolar Bears?


W CO.IN. oczywiście jestem nadal i nie wyobrażam sobie, żebym nie był. A wygrzebanie "Sparrow's Winter" z szuflady wynikało z tego, że chciałem koniecznie uratować linię wokalną z tego numeru. Szkoda byłoby, żeby nikt jej nie usłyszał.

Wydaje się, że spory wpływ ma na Waszą twórczość ma współczesna scena elektroniczna, i to raczej ta, z samego szczytu mainstreamu. Mówię choćby o Bjork, Depeche Mode, Patricku Wolfie czy Peeping Tom. Nie czujecie zatem, że zachodzi pewna nieścisłość, kiedy prasa  określa Was jako zespół undergroundowy, alternatywny?


Nie mam pojęcia kim jest pan Wolf, ale zaraz po wywiadzie się dowiem. A nieporozumienia klasyfikacyjne i błędne skojarzenia to przywilej nie tylko prasy, lecz każdego, kto słucha muzyki, która brzmi nietypowo. Człowiek musi jakoś posegregować docierające do niego bodźce i zaszufladkować nowe doświadczenia gdzieś między dotychczasowymi. A o naszej undergroundowości świadczy raczej fakt, iż przez pół życia siedzimy w podziemiu i chyba mamy to wypisane na czołach. Ale dobrze nam tam.

Po wydaniu "Interpolar Link" sceny festiwalowe pokroju Heinekena czy Tauron Nowa Muzyka, stoją przed Wami otworem. Macie już jakieś konkretne plany koncertowe, dotyczące wiosny i lata?


Mamy bardzo wybujałą wyobraźnię więc i spore plany. Ale chwilowo niczego jeszcze nie zdradzę, zobaczymy zresztą jak nasze plany wyjdą w zetknięciu z przaśnymi polskimi realiami. O tym, które sceny stoją przed nami wspomnianym otworem, zadecydują zapewne chłodne oblicza organizatorów.  Póki co, zapraszam do śledzenia naszego profilu MySpace, będziemy tam informować o datach i miejscach naszych cyrkowych przedstawień.

Kamil Downarowicz

Więcej o:

POLECANE RADIA