Wykradzione płyty - czas na debatę?

21.09.2009 11:52

Kult, fot.Rafał Nowakowski

Wyobraź sobie, że jesteś artystą i pracujesz nad materiałem na nową płytę. Przez rok tworzysz muzykę i teksty, przez kolejnych kilka miesięcy siedzisz w studiu i nagrywasz, a następnie musisz zarezerwować jeszcze trochę czasu na poskładanie tego do kupy. Cały proces może oczywiście trwać krócej albo dłużej, ale niezależnie od tego i tak pochłania twoją energię. Potem powoli nadchodzi moment wielkiej premiery, gdy nagle... ktoś wykrada stworzoną przez Ciebie muzykę i udostępnia ją za darmo w internecie. Nie byłbyś wkurzony?

Na całym świecie od dłuższego czasu taki los spotyka wszystkie ważniejsze premiery. Trudno wymienić choć jeden z ważniejszych albumów ostatnich kilkunastu miesięcy, który przed oficjalnym ukazaniem się nie znalazłby się w sieci - stało się tak zarówno z nowym U2, Jayem-Z, Muse, jak i Guns'N'Roses. Artyści reagują w różny sposób - od ścigania osób, które są odpowiedzialne za wyciek, do zapewnień, że nie mają nic przeciwko temu, że fani wcześniej, za darmo i nielegalnie, zdobędą ich muzykę.

Kevin Cogill, bloger, który udostępnił w sieci "Chinese Democracy" Guns'N'Roses na kilka miesięcy przed premierą, nie uniknął odpowiedzialności. Został aresztowany przez FBI, a następnie skazany m.in. na dwa miesiące aresztu domowego i rok nazdoru kuratorskiego.

Zupełnie inaczej zareagował Jay-Z, którego "Blueprint 3" wyciekł dwa tygodnie przed właściwą datą premiery. Raper zaznaczył, że nie ma nic przeciwko temu:

Mogę być nawet najczęściej bootlegowanym artystą w historii. To wszystko tylko przedsmak. Jestem bardzo podekscytowany, że ludzie już mogą usłyszeć album. Jestem bardzo dumny z tego, co zrobiłem, więc bawcie się dobrze, słuchając go!

To reakcja skrajnie różna od tego, co mogliśmy ostatnio obserwować na forum Kultu. Nowa płyta zespołu, "Hurra", ukaże się 28 września, jednak prawie dwa tygodnie przed tym terminem nagrania wyciekły do internetu. Kazik Staszewski, lider zespołu, na forum określił wszystkich, którzy ściągnęli nielegalne pliki, bardzo nieparlamentarnymi słowami. Post artysty wywołał duże poruszenie i oburzenie większości forumowiczów.

Paru z was miałem za przyjaciół, albo co najmniej osoby dobrze mi (nam?) życzące. Niestety, gdy gnój jakiś (którego już mamy) włamał mi się do domu, ochoczo ten czy ów rzucił się na rozdawane łupy. Nie myślałem. W swojej naiwności myślałem o jakiej takiej lojalności. No cóż.
Ta płyta była dla mnie najważniejszą od wielu,wielu lat - tym bardziej boli, że ten czy ów bez zastanowienia nasrał na na nią. Tego się doprawdy nie spodziewałem. I każdy, który to zrobił (a są tacy też co bez krępacji chwalą się tym) niech się do mnie nie zbliża,bo ręki mu nie uścisnę. Na występy również nie zapraszam.

*** ZOBACZ: Kto ukradł najnowszą płytę Kultu? (Metro)

Natychmiast zawtórował mu Łukasz L.U.C Rostkowski, którego album "38/39 Zrozumieć Polskę", również znalazł się w sieci przed terminem. Wyciek trzech nowych płyt: Kayah, Kultu i swojej nazwał "totalnym skandalem". Nawoływał też do rozpoczęcia publicznej debaty społecznej, która doprowadzi do zmiany przepisów chroniących prawa autorskie.

To ogólnonarodowy potężny problem, o którym ciągle za mało się mówi. Totalny skandal. Kilkanaście miesięcy w studio, bieganina, promowanie, inwestowanie - często z własnych oszczędności, a potem kilka tysięcy płyt sprzedanych - kilkadziesiąt ukradzionych. Do tego tragiczna wzajemna utrata szacunku - naszego do fanów i fanów do nas - bo zaczynają płytę traktować jak wodę.
Kiedy do tego doda się problemy koncertowe zaczyna się wątpić w sens nagrywania kolejnych albumów. Szukając pozytywów - cieszę się, że moja płyta wzbudza takie zainteresowanie, że ktoś ryzykuje dla niej kilkaset tysięcy złotych kary.
Mam nadzieje, że to jest ta miara, którą trzeba było przekroczyć, ażeby naprawdę posłowie wzięli się do roboty. Ja i tak mam właśnie premierę, ale akcja z płytą Kazika to już cios niższy od najniższego z tolkienowskich niziołków. Brak słów?

Podążając tym tropem, trudno się nie zgodzić z artystami, że kwestia ochrony praw autorskich stanowi w naszym kraju problem. Debata na ten temat trwa jednak nie od dziś. Po raz pierwszy zdarzyło się jednak aby w krótkim czasie do sieci trafiły aż trzy tak oczekiwane przez fanów polskie płyty. Czy to jednak wystarczający powód, aby określać tych, którzy ściągnęli album tak niewybrednymi słowami, jak zrobił to Kazik? Większość zagranicznych artystów potrafi obrócić tę sytuację na swoją korzyść i wykorzystać ją jako świetny chwyt marketingowy (nieoficjalnie mówi się nawet o tym, że za wiele "wycieków" odpowiedzialni są sami wykonawcy lub ich firmy płytowe). Czy ta umiejętność związana jest tylko z tym, jakie pieniądze zarabiają rodzimi artyści w porównaniu ze swoimi zagranicznymi kolegami po fachu?

Oto kilka z Waszych komentarzy na ten temat (pisownia oryginalna):

"Polska rzeczywistość":
Poraża utrata przez Kazika kontaktu z rzeczywistością! Jak facet, który zakupił sobie dom w Hiszpanii może oceniać np. dzieciaka samotnej matki, której dochód ze wszystkimi dodatkami to 700 złotych?? (wiem o czym mówię, sama tyle dostaję tzw zasiłek wychowawczy, plus rodzinne plus dodatek za samotne wychowywanie). Nie ściągnęłam płyty Kazika, chodziłam na jego koncerty, nie przegapiłam nigdy Pomarańczowej Trasy. Ale od teraz- przestaję bywać na jego koncertach!! jak on może oczekiwać że ktoś wyda 10 procent miesięcznego dochodu na jego pożal się boże płytę?? Niech sprzedaje swoją muzykę za taką kasę, na jaką ludzi stać w polskich realiach (vide: Radiohead)
"gdzie_online":
To, że "każdemu coś wyciekło" nie jest usprawiedliwieniem dla złodziejstwa. Nie ukradnie Pan samochodu komuś, komu z kieszeni wypadły kluczyki. I druga sprawa: niech Pan poda dowód swojego twierdzenia, że to piraci ssący z sieci najczęściej chodzą na koncerty. Chyba, że na bilet zaoszczędzili kradnąc płytę. Poza tym, zgadzam się z fanem, "Marysia" to szybka "Dziewczyna bez zęba ..."
"torik":
Dla mnie samo trzymanie pudełka z płytą jest wielką radością, jaram się dziecko ciasteczkiem nawet jak słyszałem już płytę 10 razy ściągając ją z Internetu. Rozumiem jednak rozgorycznie Kazika, jak i LUCa, dzień premiery jest dla artysty dniem ważnym, ale są ludzie, którzy tego nie szanują. Co do wypowiedzi o bardziej interesujących formach wydawania płyt (np. w formacie mp3): z takimi rzeczami już mamy do czynienia w Polsce, ale dla mnie CD to zawsze będzie CD, coś namacalnego, no i ta jakość, a nie jakoś.
Mam nadzieję, że artyści w końcu będą docenieni, a Sowiet Mental odejdzie w niepamięć.
"bulgot"
Rzygać się chce, jak sie was czyta. Usprawiedliwiacie złodziejstwo, i to jakimiś gó...arskimi argumentami. Zrozumcie pajace, że jak piosenkarze nie dostana kasy za swoją pracę, to przestana ją wykonywać. Jakieś pieprzenie w bambus o dostępności dóbr kultury, globalnej wiosce i ine tego typu pierdoły możecie sobie w buty wsadzić, będziecie wyżsi. Jak kolesie przestana nagrywać ckolwiek, to będzieciemieć pretensję do całego świata, tylko nie do siebie. Będziecie sadzić kocopały o jakichś spiskach wielkich firm i zmowach producentów, ale nie dociera do was podstwowy fakt. Skąd sie bierze kasa w tym interesie? Ze sprzedaży płyt. Nie ma sprzedarzy, nie ma kasy. Proste jak konstrukcja cepa. Z koncertów wyżyje tylko ktoś, kto ściągnie kilkanaście tysięcy ludzi na koncert. Innym zostaje dochód z nagrań. A wy ich z tego okradacie.
Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Zapraszamy do dyskusji!

KR

ZOBACZ TAKŻE:

* Kazik: każdy kto podniósł kradzione jest ku**ą!

* L.U.C o wycieku płyt Kayah, Kultu i swojej: totalny skandal!

* Dlaczego wyciek No Line On The Horizon nie zaszkodził U2?

POLECANE RADIA