Dlaczego zachwyca Marianne Faithfull

06.02.2009 14:51
Marianne Faithfull

Marianne Faithfull (Fot. Albert Zawada / AG)

Córka austriackiej baronessy, kochanka Micka Jaggera, narkomanka, która otarła się o śmierć na ulicach Soho. Wielka wokalistka bez wielkiego głosu. Na nowej płycie oprowadza nas po źródłach dzisiejszej muzycznej alternatywy.

Gdy śpiewa, jej głos charakterystycznie drży. Dla fanów to znak rozpoznawczy Faithfull. Dla kogoś, kto nie przepada za jej piosenkami, raczej dowód na to, że tak naprawdę Marianne nie ma głosu.

Ale czy kiedykolwiek go miała? Gdy w połowie lat 60. nagrywała pierwsze przeboje, zwracała uwagę nie głosem, ale szczególnym urokiem, w którym dziewczęca naiwność splatała się z dojrzałą zmysłowością i erotycznym powabem. Gdy po latach niemal całkowicie zapomniana wracała na scenę - wyniszczona przez narkotyki - zamieniła wokalne ułomności w jeden ze swoich największych atutów. Niczym dawne bluesowe pieśniarki czy kabaretowe wokalistki porywa raczej emocjami i interpretacją niż techniką, nie bojąc się własnych ograniczeń. Jest zaprzeczeniem wszystkiego, na czym żeruje współczesna popkultura. Podąża pod prąd, nie kokietuje publiczności. Brzmi jak zmęczona życiem kobieta i tak samo wygląda - na przekór terrorowi młodości i urody.

Mimo to - a może właśnie dlatego - garną się do niej najwięksi twórcy. Współpracowała z tak różnymi artystami jak PJ Harvey, Emmylou Harris, David Bowie, Angelo Badalamenti, Nick Cave, Jarvis Cocker czy Antony Hegarty. Do wspólnego nagrania zaprosiła ją nawet Metallica ("Memory Remains" na płycie "ReLoad"), która unika nagrywania z gościnnym udziałem innych artystów. Ubarwiła utwór prostą wokalizą, nadając typowej dla metalowej formacji piosence nieoczekiwaną dramaturgię. Tak jak to potrafi tylko Marianne Faithfull.

Nie miała nawet 20 lat, gdy trafiła do Swingin' London połowy lat 60. Olśniewająca urodą nastolatka o arystokratycznych korzeniach (jej matka była austriacką baronessą) intrygowała brytyjską bohemę. Jej - wychowanej w szkołach prowadzonych przez zakonnice - imponował ten kolorowy świat. Próbowała swoich sił na scenie folkowej, związała się z artystą Johnem Dunbarem. Małżeństwo nie przeszkadzało jej w romansach. Na jednej z imprez poznała Rolling Stonesów. - Postanowiłam, że moim chłopakiem będzie Stones. Przespałam się z trzema i uznałam, że wokalista jest najlepszy - wyznała później w wywiadzie.

Rozstała się z mężem dla Micka Jaggera. Ich związek był towarzyską sensacją. Skorzystała na tym romansie: w 1964 r. Stonesi napisali dla niej jej pierwszy wielki hit "As Tears Go By". Potem dawała już sobie radę bez nich. Nagrywała kolejne, typowe dla muzyki pop lat 60. przeboje, jak: "Summer Night", "This Little Bird" czy "Come And Stay With Me". Prywatnie związek z wokalistą Stonesów był jednak katastrofą. Jagger - jak to on - wyciągnął z tej znajomości wszystko, co najlepsze (podobno to Faithfull podsunęła mu do przeczytania "Mistrza i Małgorzatę", która zainspirowała go do napisania piosenki "Sympathy For The Devil"). Marianne wyszła z niej fizycznie i psychicznie pokaleczona. Poroniła, straciła prawa rodzicielskie do urodzonego jeszcze w związku z Dunbarem syna, uzależniła się od kokainy, później sięgnęła po heroinę.

Całe lata 70. to jej stracona dekada. Przez kilka lat żyła niczym bezdomna narkomanka na ulicach londyńskiego Soho. Podobno przetrwała tylko dlatego, że opiekował się nią patrolujący okolicę policjant, który rozpoznał w niej dawną gwiazdę. Gdy Stonesi nagrali napisaną przez nią piosenkę "Sister Morphine", nie wpisali Faithfull jako autorki, aby tantiemy nie mogły pójść na narkotykowy nałóg Marianne. A kiedy nawet Stonesi zaczynają się martwić o kogoś, że jest zbyt uzależniony od narkotyków, sytuacja musi wyglądać naprawdę źle. W wydanej po latach autobiografii Faithfull przyznała, że kilka razy zdarzyło się jej przedawkować. Raz przeżyła nawet śmierć kliniczną.

Kiedy wróciła na scenę, była to już zupełnie inna Faithfull. W 1978 r. wydała znakomity album "Broken English". Ledwie trzy lata wcześniej przekroczyła trzydziestkę, ale brzmiała i wyglądała jakby była starsza. Niewinna dziewczyna z lat 60. umarła na ulicach Soho, narodziła się dojrzała artystka. Mieszała ze smakiem pop, folk i country z nową falą i awangardową elektroniką. Równie chętnie sięgała do kabaretowej tradycji spod znaku Kurta Weila (nagrywała zresztą jego songi). Ostatecznym potwierdzeniem jej odrodzenia stała się płyta "Strange Weather" z 1987 r., gdzie niskim głosem śpiewa nową, przejmującą wersję "As Tears Go By". Jakby chciała zniszczyć legendę dawnej Marianne. Sięgnęła też po kompozycje z cudzego repertuaru, zamieniając ten zestaw coverów we własną, stonowaną, ale emocjonalną wypowiedź, w której łatwo doszukać się komentarza do jej własnego życia.

Wróciła też jako aktorka. Grywała w teatrze jeszcze w latach 60. (m.in. w "Trzech siostrach" i "Hamlecie"). W ostatnich latach grywa w filmach - "Intymności" Chereau, "Marii Antoninie" Sophii Coppoli oraz wyreżyserowanej przez Sama Garbarskiego "Irinie Palm". Ten ostatni film - o 60-letniej kobiecie, która zarabia na leczenie wnuka w domu publicznym - dał jej nominację do Europejskiej Nagrody Filmowej.

Ostatnio Faithfull przebąkuje o emeryturze. Od kilkunastu lat cierpi na wirusowe zapalenie wątroby typu C, niedawno stoczyła walkę z rakiem. Jeśli to prawda, żegna się ze sceną w niezłym stylu. Na płycie "Easy Come, Easy Go" wraca do współpracy z Halem Willnerem, producentem "Strange Weather". To także jest zestaw coverów i także zaskakuje doborem tytułów. Obok klasycznych bluesowych, soulowych czy musicalowych piosenek pojawiają się tu utwory współczesnych formacji alternatywnych. Warto posłuchać choćby, co Marianne potrafi zrobić z otwierającą płytę piosenką Dolly Parton "Down From Dover". Wywraca do góry nogami ten country'owy kawałek, dodając potężny ładunek dramatyzmu do opowiadanej w nim historii porzuconej przez chłopaka dziewczyny w ciąży. W "Solitude" Duke'a Ellingtona czy starym bluesie Bessie Smith "Easy Come, Easy Go" nie próbuje ścigać się z oryginałami, za to dodaje im kabaretowego wdzięku. Czasami idzie za daleko - gdy w duecie z Antonym Hegartym śpiewa soulowy numer Smokeya Robinsona "Ooh Baby Baby", piosenka irytująco się rozłazi.

Na płycie wspomagają ją także Nick Cave i Rufus Wainwright. Faithfull śpiewa piosenki wokalistki Neko Case z altcountry'owej grupy New Pornographers i folkowców z The Decemberists. Na dodanej w edycji specjalnej drugiej płycie sięga po utwory Black Rebel Motorcycle Club, Morrisseya i legendarne "Somewhere" z musicalu Bernsteina "West Side Story".

Groch z kapustą? Głos Faithfull i stonowane aranżacje Willnera nadają temu materiałowi zaskakującą spójność. Marianne może i skacze po stylach, ale ma własną wizję tego, co inspirujące we współczesnej muzyce - jazz, folk i blues są przecież składnikami tak ważnego dziś nurtu americana. Płyta nosi podtytuł "10 Songs For Music Lovers". To prawdziwa frajda dla fanów, którzy mają ochotę wrócić do źródeł dzisiejszej alternatywy.

"Easy Come, Easy Go" brakuje trochę magii "Strange Weather". Marianne nie chce już epatować emocjami, nie mówi zbyt wiele o sobie. Za to przekazuje ważne prawdy o współczesnej muzyce.

Robert Sankowski

POLECANE RADIA