Kasia Nosowska - gospodyni klasy smutasów [wywiad]

01.12.2008 12:24
Kasia Nosowska i Uni Sex Blues Band pod wodzą Marcina Macuka

Kasia Nosowska i Uni Sex Blues Band pod wodzą Marcina Macuka (Rafal Nowakowski)

Bez wielkich przygotowań i wielu zapowiedzi, dość nieoczekiwanie Kasia Nosowska nagrała płytę OSIECKA . Nam "gospodyni klasy smutasów" opowiada o tym spontanicznym projekcie, o tym, jak jest postrzegana i co o tym sądzi oraz o szczęściu do spotykania świetnych ludzi.

 

 

Dosyć nieoczekiwanie ukazuje się ta płyta...

To jest bardzo spontaniczne działanie, które jest wynikiem zbiegu okoliczności. Zostałam zaproszona do udziału w koncercie finałowym imprezy "Pamiętajmy o Osieckiej" i miałam przygotować siedem piosenek. Koncert się odbył i jeśli chodzi o emocje artystyczne, wspięliśmy się na najwyższy poziom. To było dla nas niesamowite. Schodziliśmy ze sceny natchnieni i opętani. Poszliśmy odreagować do kawiarni i stwierdziliśmy wszyscy, że szkoda, że to już koniec. Tym bardziej, że sporo wysiłków w to włożyliśmy. Ktoś powiedział: to może nagrajmy to! Marcin Macuk zaproponował, żebyśmy pojechali do Berlina do słynnego studia, w którym nagrywał m.in. David Bowie. Okazało się jednak, że to studio może być wolne dopiero w marcu, a nam chodziło o to, żeby to zrobić na gorąco, że nie może się z tego zrobić wielkie, zaplanowane przedsięwzięcie. Trzeba to było zrobić teraz albo nigdy. W związku z tym płyta powstała tutaj, a sam proces nagrywania trwał tydzień. Drugi tydzień to mix zrealizowany przez Marcina Borsa.

Agnieszka Osiecka od zawsze była dla Ciebie ważna. Jak pracowało Ci się nad jej tekstami?


To bardzo ciekawe doświadczenie. Zdarzało mi się na przestrzeni lat nagrywać albo śpiewać na koncertach utwory innych artystów, m.in. Lady Pank, Raz, Dwa, Trzy, T.Love, ale za każdym razem miałam wrażenie, że śpiewam cudzą piosenkę, więc było to zupełnie inne traktowanie materii słownej. A tutaj w trakcie śpiewania w ogóle nie miałam przelotu myślowego, który ustawiałby mnie w pozycji osoby wykonującej cudzy tekst. To chyba wynika z tego, że jestem jej wielką fanką, wielbię jej zabawę słowem. Czasami ktoś do mnie przychodzi i mówi: zaśpiewałaś to w ten sposób, że sam bym lepiej tego nie ujął. I ja mam to samo z tekstami Osieckiej.

One bardzo wpisują się w klimat Twoich tekstów - są raczej mroczne i smutne.

Ok, mogę być po raz kolejny gospodynią najsmutniejszej klasy, klasy smutasów. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która lubi, jak ktoś zaśpiewa jej coś smutnego. Ja po prostu mam taką wrażliwość, nie znoszę wesołych piosenek. W muzyce szukam wzruszenia i czegoś, żeby mi się chciało poryczeć. Sama szukam tego jako słuchacz i jeżeli podejmuję próby komunikowania się z publicznością, to też w ten sposób. Jakbym nagle zaczęła dowcipkować, to by było głupie.

A wracając do tego, o czym mówiłyśmy na początku - jesteś osobą spontaniczną?


Wbrew pozorom, jestem bardzo spontaniczną osobą. Wiem, że sprawiam wrażenie nudziary, która tylko siedzi i jest smutna, nie wychodzi z chaty i w ogóle beznadzieja i dół, ale tak nie jest. Owszem, lubię się ubierać na czarno, jestem lekko gotycka w podejściu do życia, ale jestem też bardzo spontaniczna i wesoła. Potrafię podjąć gwałtowną decyzję o wyjeździe. Na przykład jutro jadę do Berlina na koncert TV On The Radio i to było na zasadzie: "Jezu, jak ja kocham ten zespół, zobacz czy oni gdzieś grają" powiedziałam do swojego pana. Okazało się, że grają w Berlinie. Powinnam opowiadać o płycie z piosenkami Agnieszki Osieckiej, ale w ogóle nie było takiej opcji: jadę na koncert i koniec.

Mam wrażenie, że w ogóle ostatnie półtora roku Twojej działalności, zarówno solo, jak i z Heyem, to dosyć dużo niezwykłych zdarzeń.

To jest dosyć dziwne. Początek naszej, Heyowej drogi był bardzo spektakularny i mogłoby się wydawać, że wyczerpaliśmy limit rozkoszy, którą serwuje los, a tu nagle po kilkunastu latach dzieją się rzeczy, które sprawiają, że mamy wrażenie silnej obecności - my cały czas pracujemy. To jest dziwne, że cały czas jesteśmy aktywni, mamy jakieś marzenia. Cały czas chcemy dalej i więcej, a los siedzi i mówi: znowu te marudy, ale dobra damy - pracujcie, bawcie się! Jestem strasznie szczęśliwa, chce mi się nawet trochę płakać, jak sobie obserwuję swoje życie.

Czyli można powiedzieć, że jesteś spełnioną artystką?

Jestem szczęśliwa, bo przestałam się czepiać. Akceptuję to, że życie jest fajne i niefajne jednocześnie. To też nie chodzi o to, że jak wyjdę stąd, to po prostu stąpam po różach. Momentami jest tragicznie beznadziejnie, ale akceptuję to, bo tak po prostu musi być. Cieszę się na przykład, że jesteśmy względnie zdrowi, że jest płyta i ma fajną okładkę. To też jest dziwne - w ostatnim czasie mam na koncie trzy płyty: Hey Unplugged, UniSex Blues i Osiecką, z których jestem tak szczęśliwa i zadowolona, że nigdy tego nie miałam. Do tej pory zawsze po nagraniu miałam poczucie, że są beznadziejne, trzeba natychmiast wziąć się do roboty i nagrać coś fajnego. Wiadomo, że zawsze można coś poprawić i zawsze dążę do perfekcji, ale tym razem się po prostu cieszę. Także dziwne rzeczy się dzieją.

W każdą z tych trzech płyt zamieszany jest jeden człowiek - Marcin Macuk. Wyobrażasz sobie w tej chwili życie artystyczne bez niego?

Nie. Macuk sfrunął na naszą planetę i nagle zaczęły bić dzwony, ptaki się rozpierzchły i zaczęły wariować, pojawiły się dziwne zapachy, szaleństwo, obłęd i masakra. Macuk taki jest: uśmiech, radość, napięcie, ekstaza - on tym wszystkim sypie. Są tacy kolesie, którzy chodzą, otwierają marynarę, a tam są zegarki, bransolety i to co chcesz, a on otwiera marynarę, a tam: "robimy, działamy, nagrywamy!". To wariat, ale nie wyobrażam sobie życia bez niego, aczkolwiek już mi go rozdziobują kruki i wrony. Wszyscy go chcą, więc pewnie go zabiorą. To nie oznacza, że jeśli Macuk pójdzie w swoją stronę, to ja po prostu umrę. Ja cały czas spotykam ludzi, którzy są wyjątkowi i mam wielkie apetyty na współpracę z nimi.

A Hey ma już jakieś plany poza trasą "unplugged"?


Hey w tej chwili robi nową płytę i w związku z tym przeżywa wielkie emocje. W marcu chyba wejdziemy do studia. Nagramy więc płytę wiosną, a ukaże się jak Bóg da, jesienią.

Czyli po raz pierwszy od jakiegoś czasu nie będziecie nagrywać w Nojszewie?


Tak, tam będzie po prostu za zimno. Nie zostanie zaniechany obowiązek ucieczki od miasta i standardowych rozwiązań w trakcie nagrywania płyty. Pojedziemy do domu, który ma ogrzewanie - szukamy w tej chwili lokalizacji.

Rozmawiała: Kasia Rogalska

Realizacja wideo: Julia Taczanowska

ZOBACZ TAKŻE:

* Nosowska - Osiecka - piosenka po piosence

* Nosowska - Osiecka - szczegóły projektu

* Kasia Kowalska - płyty są tłem, liczą się skandale [wywiad]  

Więcej o:

POLECANE RADIA