Aleksandra Kwaśniewska and the Belgian Sweets - Island Girl: zmysłowo i z klasą

23.10.2008 09:07
Okładka albumu Island Girl

Okładka albumu Island Girl (okładka albumu Island Girl)

Wokalistka Aleksandra Kwaśniewska pochodzi w Bielawy i mieszka w Anglii. Jej debiutancka płyta, pełna melodyjnego, akustycznego grania z polskim folkiem w tle, powoli podbija Europę.


Aleksandra Kwaśniewska & the Belgian Sweets "Island Girl", Rockers Publishing

Kwaśniewska studiowała anglistykę na Uniwersytecie Wrocławskim, ale edukację muzyczną odebrała w Belgii, gdzie wyjechała na stypendium. Obecnie mieszka w Londynie. Pisze, komponuje i prowadzi własną firmę.

Debiutancką płytę nagrała i wydała za własne pieniądze. Krążek ukazał się już w Polsce, Belgii i Wielkiej Brytanii. Zagraniczni recenzenci zachwycają się przede wszystkim lekko folkowym klimatem albumu i krystalicznym, delikatnym, prawie dziewczęcym głosem Aleksandry. Mnie jego barwa kojarzy się nieco z tym, jak śpiewa wrocławianka Natalia Grosiak lub wczesnymi płytami Anny Marii Jopek, z którą autorka "Island Girl" dzieli fascynację polskim folklorem: na płycie znalazły się opracowania tradycyjnych piosenek "Cichy zapada zmrok" i "Zachodźże słoneczko".

Bielawianka, w odróżnieniu od swojej słynniejszej koleżanki, postawiła na zdecydowanie prostsze aranżacje, dzięki czemu nie zgubiła ludowości tych piosenek. Ale nie wpadła też w banalny pop-folk - bliżej jest jej raczej do klimatu albumu "To i hola!" Grażyny Auguścik i Urszuli Dudziak. Zbudowane na prostych akordach "Coney Island Girl" (kompozytorem i autorem tekstu jest producent płyty Pedro De Bruyckere) to ukłon w stronę islandzkiej grupy Sigur Ros - wstęp na pojedynczych dźwiękach brzmi jak wygrany przez Jona Birgissona i spółkę. Kwaśniewska sięgnęła też po "Manha De Carnaval" brazylijskiego gitarzysty Luiza Bonfy, czyniąc z niej krótkie, trwające niewiele ponad dwie minuty zakończenie krążka.

W nagraniach pomagali jej muzycy tria The Belgian Sweets: pianista Peter Ryckeboer, kontrabasista Koen Kempe i grający na instrumentach perkusyjnych Niels Delvaux. Z dwoma pierwszymi Ola występowała już przed płytą przy polskim, jazzowo-folkowym projekcie oraz grając standardy muzyki improwizowanej. Lata wspólnego muzykowania zaprocentowały idealną wręcz współpracą bandu z wokalistką - króluje delikatny, ale dobrze wyczuwalny kontrabasowy groove oraz świetnie wkomponowane instrumenty klawiszowe, jak w otwierającym album "Bear It All". Do tego dochodzą kolorowe, pełne brzmień instrumentów perkusyjnych, rytmy, smaczki wygrywane na gitarach, trąbce i saksofonie, mandolina oraz akordeon ze swoją popisową partią w "Śpiącym jednorożcu" (tekst Haliny Poświatowskiej).

Całość buja się (dosłownie) pomiędzy akustycznym popem, a przyjaznym masowemu odbiorcy melodyjnym jazzem. Delikatna bossa nova, wolna samba, folkowe ballady, klubowe longue czy chill out, nawet portugalskie fado - wszystko to pobrzmiewa gdzieś w drugim, czy trzecim planie. Delikatne granie z polskimi, tradycyjnymi nutami w tle ma szansę, by spodobać się Europejczykom - to muzyka lekka, przyjemna, świetnie nadająca się do radia, na klubowe składanki czy wreszcie do koncertowych sal. Być może właśnie tą płytą Ola Kwaśniewska przetrze szlaki innym polskim artystom i zachęci Zachód, aby częściej spoglądał w stronę naszego muzycznego podwórka.

źródło: Rafał Zieliński/ Gazeta Wyborcza Wrocław

Przeczytaj inne recenzje:

Bloc Party - Intimacy

Oasis - Dig Out Your Soul

Till Brönner - Rio

 

POLECANE RADIA