Maria Peszek - Maria Awaria: gdzie tu szok?

07.10.2008 12:09
Maria Awaria - okładka płyty

Maria Awaria - okładka płyty (Maria Awaria - okładka płyty)

I co tu począć z tą Marią? Rzuca na lewo i prawo takimi sympatycznymi słówkami jak: wzwód, chuj, fuck, ozdabiając przy tym swój uroczy słownik, introwertyczną, delikatną, kobiecą muzyką. Media, z Kubą Wojewódzkim na czele, próbują wmówić nam, że mamy do czynienia z artystką, która wydała właśnie jedno z najlepszych wydawnictw bieżącego roku. Ile jest tym prawdy, a ile przesady?

Płyta ma w swoim zamierzeniu szokować, a prawdę tą głosi sama piosenkarka. Tyle, że ja w to za bardzo nie wierzę. Jeżeli "Maria Awaria" jest skierowana do elektoratu PiS-u, to rzeczywiście, może niektórych, co smutniejszych osobników związanych z tym środowiskiem, przyprawić o rumieniec gniewu na twarzy. Natomiast pokolenie dzisiejszych nasto-, dwudziesto- i trzydziestolatków, jest tak przesiąknięte seksem, że słowo "wzwód" nie budzi najmniejszych choćby kontrowersji. Nawet jeśli jest zestawione ze słowem "arktyczny". Peszek wymyśliła sobie, że chce odczarować język tak, żeby słowa związane z seksualnością, nie były już tematem tabu w naszym kraju. Tyle, że to już się stało. I to jakiś czas temu. Znakomita większość gospodyń domowych z wielkim zaciekawieniem podgląda Ewę Drzyzgę i jej gości, którzy opowiadają o swoich seksualnych wyczynach i poglądach. Rewolucja już się dokonała, po cichutku i powolutku w domowych zakamarkach. Maria Peszek jako wyzwolicielka języka polskiego, to pomysł nietrafiony i spóźniony.


Abstrahując od tego, fantastyczną sprawą na pewno jest to, że właśnie kobieta pisze sama o swojej seksualności i sprawia jej to nie lada przyjemność. Tego nigdy za mało. Maria przyznaje otwarcie, że lubi się kochać, miętolić, odkrywać rozkosze cielesne. Zabawa słowem, związana z tym tematem (poza paroma wyjątkami), naprawdę się jej udaje. Poliż mnie, I'm Polish, albo jeśli wolisz, możesz mnie posolić, albo wymiętolić, czy są kobiety pistolety, pielęgnacji wciąż oddane z samych siebie odessane to najlepsze chyba tego przykłady. Świetną robotę wykonał także Andrzej Smolik, który z wielkim wyczuciem dobrał muzykę do lirycznych wyczynów naszej bohaterki. Króluje klimat, że się tak wyrażę, bluesowo - minimalistyczny. Monotonne brzmienie wpasowuje się idealnie w jesienną aurę za oknem. Choć nie brakuje też nieco szybszych kawałków, jak recytowane "Kobiety Pistolety" i zabarwione kowbojskim klimatem "Ciało".

Nie ma co ukrywać, że "Maria Awaria" jest płytą dobrą. Momentami nawet bardzo dobrą. Jednak mówienie o niej, że szokuje, bulwersuje i co tam jeszcze, to raczej kwestia udanej (jak widać i słychać) kampanii reklamowej, niż rzeczywistego stanu rzeczy. Płyty roku raczej z tego nie będzie. Tak czy siak, Pani Marii gratulujemy koncept albumu i czekamy na więcej. Jest jeszcze tyle tematów do spenetrowania.

Kamil Downarowicz

 

ZOBACZ TAKŻE

* Maria Peszek - Rosół [teledysk]

* Maria Peszek - ze strachu jestem odważna [wywiad]

* Złota Maria Awaria

POLECANE RADIA