Scott Bradlee & Postmodern Jukebox: Gatunki muzyczne nas ograniczją

01.04.2015 12:00
Scott Bradlee & Postmodern Jukebox

Scott Bradlee & Postmodern Jukebox (facebook)

Scott Bradlee & Postmodern Jukebox codziennie docierają ze swoimi coverami dzisiejszych hitów do milionów internautów. Jak do tego doszli? Co Scott myśli o dzisiejszym przemyśle muzycznym i podróżach w czasie?

Anna Partyka: Mam przyjemność rozmawiać ze Scott'em Bradlee z Postmodern Jukebox. Po pierwsze witam Cię w Polsce, nawet jeśli tylko na kilka godzin

Scott Bradlee: Dziękuję, czuję się tu bardzo miło przyjęty.

Opowiedz nam o trasie koncertowej. Jesteście właśnie w trakcie wielkiej, światowej podróży. W jednym z wywiadów wspomniałeś, że koncertowanie z PMJ byłoby spełnieniem marzeń. Czy dalej tak jest, gdy to faktycznie się dzieje?

SB: Jak najbardziej. Zacząłem Postmodern Jukebox z mieszkania w nowojorskiej piwnicy. To był po prostu zwariowany pomysł, miałem wielu utalentowanych przyjaciół I zaczęliśmy kręcić filmiki. Od zawsze moim marzeniem było granie koncertów i zwiedzenie świata dzięki muzyce. Zwłaszcza podczas tej trasy marzenie się spełniło. Podczas dwóch miesięcy dotarliśmy do większej ilości miast niż kiedykolwiek wcześńiej, włączając w to Warszawę. To nasz pierwszy raz w Polsce. Nie udało nam się tu zawitać podczas poprzedniej trasy, a teraz dowiadujemy się że wyprzedaliśmy ponad 1500 biletów na koncert. To niesamowite, czujemy się tu bardzo kochani I nie możemy się doczekać na występ.

A my Witamy Was z całego serca i mamy nadzieję, że jeszcze nas odwiedzicie. Czy jest możliwe zapamiętanie i rozróżnienie wszystkich miejsc i miast, biorąc pod uwagę Wasz napięty grafik?

SB: Mniej więcej tak. Po jakmiś czasie dochodzi się do momentu w trasie, kiedy starasz się przypomnieć sobie jakiś konkretny koncert czy miejsce I pojawia się pytanie "które to było miasto?”. Trzeba wtedy wszystko prześledzić, połączyć jak układankę: kto tam był, która była godzina itp. Ale każde miasto jest unikalne, każdy koncert I publiczność jest inna, wyjątkowa. To na prawdę fajna rzecz jeśli chodzi o Europę, można doświadczyć tylu różnych kultur na tak zagęszczonym terenie. Czasem mam takie uczucie budzenia się bez pewności w jakim jestem mieście, który jest dzień tygodnia czy nawet która to pora roku, ale to właśnie dzięki temu każdy dzień jest nowy I ekscytujący.

W jednym z wywiadów wspomniałeś także, że koncertowanie jest tak ważne, ponieważ nie można ściągnąć doświadczeń.

SB: Jak najbardziej! Czy powiedziałem "nie można ściągnąć doświadczeń”? Podoba mi się to wyrażenie, musiałem być wyjątkowo mądry tego dnia. To prawda, mimo dużego sukcesu w internecie, tych wszystkich wyświetleń, komentarzy, subscriber'ów nic tak na prawdę nie wydawało się prawdziwe dopóki po raz pierwszy nie wyszliśmy przed publiczność. Wtedy nagle zobaczyliśmy fanów, którzy znali naszą muzykę, śpiewali wraz z nami a po koncercie przychodzili opowiedzieć historię jak się o nas dowiedzieli. Wtedy poczułem że to się na prawdę dzieje. Nie ma nic co można porównać z doświadczeniem na żywo. Myślę, że o tyle o ile technologia może zastąpić wiele rzeczy w naszym życiu, zawsze będzie zapotrzebowanie na koncerty.

Mówisz dużo o technologii i o tym jak wpłynęła na zespół, ale czy chciałbyś się przenieść w czasie I żyć w epokach których muzykę grasz?

SB: Ciężko powiedzieć. Myślę, że na pewno chciałbym je odwiedzić jako turysta. Zobaczyć jak to było, usłyszeć wielkich mistrzów i te wszystkie zespoły takimi, jakie były wtedy. Ale myślę też, że wszyscy odczuwany tęsknotę ze dawnymi czasami, podczas gdy era w której żyjemy jest całkiem niezła. Jest dużo rzeczy, które wtedy były złe, które mają się dużo lepiej teraz. Ale na pewno pozostaje nostalgia za samą ideą prostszych czasów, nieważne czy rzeczywiście takie były. Szczera muzyka I prosta produkcja są ponadczasowe.

Może lepiej w takim razie pozostawić to w sferze ideału.

SB: Myślę, że czasem jeśli masz nostalgiczne marzenia to lepiej, żeby takimi pozostały. W ten sposób zawsze możesz spojrzeć w przeszłość i marzyć o odwiedzeniu tych epok, wiedząc że nie możesz. Gdybyś mógł możliwe, że wolałbyś wrócić do teraźniejszości. Ja tęsknił bym za swoim iPhone'm, nie mógłbym nawet sprawdzić maila, nie byłoby nikogo na facebook'u, w końcu jest 1952 rok.

Ale wtedy byłbyś unikalny...

SB: To prawda, celna uwaga.

Jakie jest przesłanie, które PMJ chce przekazać poprzez swoje covery?

SB: Dla mnie osobiście cała idea "gatunku muzycznego” to coś, czym się ograniczamy. Przecież nie ma reguł określających, że dany utwór nie może być kawałkiem jakiegokolwiek gatunku. Można wziąć piosenkę I zmienić ją na różne sposoby, a to cały czas będzie ta sama melodia. Chodzi o bycie otwartym, próbowanie czegoś innego, przesuwanie granic. Myślę jednak że to może znaczyć rożne rzeczy dla różnych ludzi. Dużo osób patrzy na naszą historię. Nie było w niej wydawnictwa, tylko piwnica w Nowym Jorku, a teraz jesteśmy w światowej trasie. Dzięki internetowi dotarliśmy bezpośrednio do fanów,a oni zrobili wszystko. Nie mieliśmy speca od marketingu, tylko fanów którzy mówili o nas swoim znajomym. To pokazuje siłę internetu. Jako jedni z niewielu youtuberów, którzy wyszli w realną przestrzeń, możemy być inspiracją dla wielu ludzi np. dla niezależnyc muzyków starających się przebić do przemysłu muzycznego i świata w którym żyjemy.

Czyli kluczem jest robienie czegoś dobrego, a jeśli to prawdziwe I płynie z serca to rozgłos też się znajdzie?

SB: Tak myślę. Zawsze znajdą się przeszkody i zawsze znajdzie się coś świetnego czemu nie zostanie poświęcona należna uwaga, ale bycie spójnym i nie poddawanie się jest wszystkim. Jeśli masz coś na prawdę dobrego to prędzej czy później ktoś to zauważy.

Jak do tego doszło, że od grania w małych klubach dotarliście do światowej trasy I dosięgania milionów za pomocą internetu?

SB: Dla mnie to była konieczność. Myślę że to klucz, jeśli chcesz być odnoszącym sukcesy artystą. Na prawdę trzeba pomyśleć "OK, to wszystko co chcę w życiu robić, to moje marzenie”. Pracowałem jako pianista jazzowy I miałem problemy ze znalezieniem wystarczającej ilości pracy w Nowym Jorku. W tym czasie jazz nie kwitł, słuchacze nie byli zainteresowani. Usłyszałem, że wiele ludzi odniosło sukcjes na youtube, więc zacząłem wrzucać filmiki w których gram hity lat 80. jak Bon Jovi, Journey i Madonna w stylu ragtime'owym. To było trochę zwariowane, ale pasowało do mojego poczucia humoru, lubię tak eksperymentować. Miałem na tyle dużo szczęście, że te filmiki osiągnęły ogromną liczbę wyświetleń przez zaledwie 2 dni. To mi pokazało, że coś w tym może być. W końcu mam te szalone pomysły, dla których nie mam ujścia innego niż internet. To pozwoliło mi uświadomoć sobie, że są ludzie zainteresowani starszymi gatunkami muzyki i że podoba im się pomysł łączenia starego z nowym. Wtedy nie działo się za wiele na tym polu. Potrzeba było kolejnych kilku lat, żeby to dopracować, rozwinąć show i zrozumieć dokładnie czym jest - różnorodnym spekatklem rozgrywającym się w równoległym wszechświecie, gdzie dzisiejsze hity goszczą na listach przebojów przeszłości. W tym sensie to była długa podróż, ale jak przyszedł sukces to reszta potoczyła się bardzo szybko. Nasze filmiki zyskiwały wielkie liczby wyświetleń, zrobiliśmy cover piosenki "Thrift Shop", którą obejrzał milion osób w ciągu tygodnia. To był nasz pierwszy przełom. Dzięki "We Can't Stop”, naszemu najpopularniejszemu dziś coverowi, zagraliśmy w krajowej telewizji. A to jeszcze zanim mieliśmy menadżera czy agenta. Patrząc w tył, śledzenie tej ewolucji, zauważenie stopni które pokonywaliśmy jest bardzo ciekawe. Wtedy nie meiliśmy pojęcia co się stanie. Po prostu wiedziałem, że to coś co chcę odkrywać i tworzyłem nowe rzeczy, nie zastanwaiając się jak to wpłynie na moją karierę. Wyszło niesamowicie, zmieniam swoje życie.

 

Czy widzisz jak ta ewolucja będzie przebiegać dalej?

SB: Bardzo ciężko to powiedzieć. Ludzie w biznesie mówią mi jak to będzie, już widzieli tego typu kariery, ale z mojej perspektywy patrzenie w przyszłość jest bardzo trudne. Jedyne co wiem to że dalej chcę tworzyć muzykę którą kocham, której chcę słuchać. Chcę dalej zwracać uwagę na nowe talenty poprzez tę platwormę, która się wytworzyła. Na pewno chcemy dostarczyć PMJ na cały świat, dać każdemu okazję do wzięcia udziału w imprezie rodem z przeszłości. Do wysłuchania dawnych gatunków muzycznych połączonych z dzisiejszymi hitami. Potem zobaczymy co się stanie. Jestem ciekawy jak publiczność ukształtuje tę ewolucję. Ludzie tworzą dużo fanart'ów itp. Czasem używają frazy "postmodernjukebox” jako czasownika np. "patrz, to moje postmodernjukebox'owanie tego programu telewizyjnego”. To bardzo fajne I otwiera drzwi dla tak wielu rodzajów kreatywności. Po prostu jestem szczęśliwy, że mogę brać w tym udział.

Czy myślisz że nadejdzie taki moment, w którym będziesz mógł powiedzieć "dobra, osiągnąłem już wszystko co chciałem, znajdę zwykłą pracę”?

SB: Myślę, że w którymś momencie, tak jak każdy artysta, będę chciał zaangażować się w różnorodne projekty. Mam dużo zainteresowań i jestem pewny, że w odpowiednim momencie będę je odkrywał, kiedy już powiem wszystko co mogę powiedzieć poprzez PMJ. Ale to cały czas kilka lat od teraz, w tej chwili czerpię radość z pracy nad tym projektem, z tej całej kreatywności i możliwośći współpracy z tak utalentowanymi muzykami jak np. wokaliści którzy są ze mną w trasie.

Czy dalej kręcicie filmiki w Twoim mieszkaniu?

SB: Na ten moment to dość ciekawe. Technicznie rzecz biorąc nie mam domu, bo jestem w trasie tyle czasu. Moim domem jest bus którym jeździmy I swiat. Na razie trochę skakaliśmy z miejsca na miejsce, nagrywaliśmy w cudzych mieszkaniach czy w studiach po drodze, gdziekolwiek mogliśmy. Ale myślę, że koniec końców znajdę gdzieś nowe mieszkanie I będę robił to samo - nagrywał w salonie. Po prostu podoba mi się ten pomysł.

Czy masz swój ulubiony cover?

SB: Kocham wszystkie moje dzieci tak samo. :) Ciężko powiedzieć, to nad czym właśnie pracuje staje się moim ulubionym, ponieważ wkładam w to tyle wysiłku.

SB: Jesteśmy bardzo podekscytowani, że możemy tu być, to nasz pierwszy raz w Polsce. Nie możemy się doczekać, żeby Was wszystkich spotkać. Bardzo się cieszymy że byliście w stanie nas tu sprowadzić. Kochamy Was I nie mozemy się doczekać, żeby Was zobaczyć.

Nagrania rozmowy w oryginalnej wersji językowej można wysłuchać tutaj.

 

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX