Heineken Open'er Festival zaczyna nową dekadę

ED
05.07.2011 13:00

fot. materiały prasowe

Nawet najlepsze urodziny kiedyś się kończą. Grunt, że pomimo niesprzyjającej pogody goście bawili się wyśmienicie, a Heineken Open'er Festival wchodzi w nową dekadę. Czas na odrobinę refleksji.

Bez wątpienia, tegoroczną edycję zapamiętamy na długo i chyba każdy znajdzie inny argument, dla którego dziesiąte urodziny Open'er Festival były wyjątkowe. Hasłem festiwalu były "przeciwieństwa", które odnosiły się zarówno do muzyki, jak i warunków atmosferycznych. W ciągu czterech dni potrafiliśmy się trząść z zimna i chronić przed słońcem, śpiewać wspólnie z muzykami największe przeboje Coldplay i odkrywać niemalże industrialne brzmienia These New Puritans, ekstatycznie reagować na każdy gest Prince'a i wsłuchiwać się w intymną muzykę Twilite.

W słoneczny czwartek ponad 60 tysięcy festiwalowiczów przywitało na Main Stage nowojorską formację The National, który w swoim repertuarze umieścił utwory z najnowszego albumu "High Violet", choć nie zabrakło też i starszych kompozycji, m.in. porywającego "Mr. November". Biegnąc szybko na Tent Stage, mieliśmy okazję spotkać się z grupą otoczoną w Polsce prawdziwie kultowym statusem, mowa o The Twilight Singers, który przez ponad godzinę nie dał wytchnąć wypełnionemu po brzegi namiotowi. Wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć, toteż po kilkudziesięciu minutach Greg Dulli wraz z zespołem musiał ustąpić wyczekiwanemu Two Door Ciemna Club, którzy ledwie rok temu głośno zadebiutowali w muzycznym światku, a dziś rzesze słuchaczy zna każdy refren ich piosenek.

Kolejne minuty wieczora przybliżały nas do najważniejszego występu pierwszego dnia Open'era- koncertu Coldplay. Niesamowita przyjazna i ciepła atmosfera stworzona dzięki polskiej publiczności przełożyła się na doskonały humor formacji, którzy przeprosili publiczność za to, że kazali czekać na siebie tyle lat. Zespół dowodzony przez Chrisa Martina zagrał swoje największe przeboje, wliczając "Yellow", "Clocks" i kilka nowych utworów, w tym kończący występ singiel "Every Teardrop Is A Waterfall". Coldplay wyjechali z Polski ze świadomością uszczęśliwienia dziesiątek tysięcy ludzi, złotymi płytami za sprzedaż swoich płyt  i pokaźną liczbą zdjęć, które można zobaczyć na ich oficjalnej stronie internetowej.

Głównym niezmiennym motywem drugiego dnia festiwalu był deszcz, który wraz z porywistym wiatrem sprawił, że ze sceny można było wylewać wodę wiadrami, choć nie przeszkodziło to występującym muzykom, którzy dawali z siebie wszystko by rozgrzać publiczność. Na początek warto wymienić chociażby Brodkę, której perfekcyjnie grający zespół, pomysłowa scenografia i kolorowa stylizacja może spokojnie zawojować europejskie festiwale. Dzielna Monika nie dała się fatalnej pogodzie i mimo problemów ze sprzętem, zakończyła swój występ wykonaniem a capella utworu Cyndii Lauper "Girls Just Wanna Have Fun", przy czym szalała nie tylko damska część publiczności, mężczyźni również udowodnili, że chcą i potrafią się bawić. Relacje damsko-męskie od zawsze były głównym motywem w twórczości Jarvisa Cokera, który wraz z członkami formacji Pulp został oficjalnie nazwany piątkowym bohaterem Open'era. Od pierwszego taktu "Do You Remember The First Time?" po ostatnie dźwięki "Common People" publiczność nie zatrzymała się ani na moment, dorównując scenicznym szaleństwie Cockerowi, który pomimo zacinającego deszczy aktywizował publiczność słowami "Would You Like To Gdańsk?". Rozgrzana już publiczność przywitała następnie Brytyjczyków z Foals, którzy stwierdzili, że piątkowa pogoda jest nawet bardziej brytyjska niż na Wyspach. Mimo to, Autorzy jednego z najważniejszych utworów ostatnich lat - "Spanish Sahara" grali do pierwszej krwi, która na szczęście pojawiła się dopiero podczas ostatniej piosenki. Jeden z muzyków grał tak intensywnie, że pokaleczył sobie palce - ale było warto, bo publiczność przyjęła ich entuzjastycznie, przez co Foals uznali ten koncert za jeden z najważniejszych w karierze.

Sobota sponsorowana była przez literkę "P". Primus, grający w swoim klasycznym składzie prawie 90 minutowym koncertem, swoim funkowym brzmieniem basu stanowili idealne intro do koncertu gwiazdy wieczoru, legendy funky i soulu Prince'a, który był wierny zgromadzonemu wielotysięcznemu tłumowi od pierwszej do ostatniej sekundy ponad dwugodzinnego show. Sentymentalna podróż do lat 80-tych była dla wszystkich genialnym występem człowieka, który posiadł niezwykły dar skupiania na sobie uwagi, nie tylko za sprawą scenicznej wirtuozerii, ale głównie dzięki osobowości oraz kultowemu już repertuarowi, któremu towarzyszył deszcz złotego confetti, a następnie pokaz fajerwerków i urodzinowym mixem najbardziej charakterystycznych utworów wykonawców dziewięciu poprzednich edycji Open'era.

Słoneczne niedziela była zwieńczeniem festiwalowych emocji, które najbardziej podsycił młodziutki James Blake, którego studyjne oblicze w wersji live nabiera jeszcze mocniejszego dubstepowego charakteru, a brzmienie basu było tak mocne, że w samochodach zaparkowanych na tyłach sceny uruchomiły się alarmy. Scena Tent do końca dnia pozostała w elektronicznej stylistyce, goszcząc synth-popowy duet Hurts oraz żywe wcielenie disco i elektro-funku w postaci Chromeo, którzy na dobre roztańczyli zgromadzoną publiczność, która następnie szturmem zdobyła kolejną scenę, gdzie pojawił się charyzmatyczny Julian Casablancas wraz z The Strokes. Legenda nowojorskiej sceny rockowej zagrała w Polsce po raz pierwszy i to w momencie szczególnym - tuż przed dziesiątą rocznicą ukazania się ich przełomowego debiutu "Is This It". Po The Strokes na scenie pojawiła się M.I.A., ze swoją wybuchową mieszanką muzyki world, punk-rocka i electro. Jeszcze mocniej niż M.I.A. zaczął Deadmau5, którego set okazał się ucztą nie tylko dla uszu, ale także dla oczu. Konsoleta w kształcie bryły obłożona była panelami ledowymi, podobnie jak jego charakterystyczna maska w kształcie mysiej głowy. Tym występem Kanadyjczyk dołączył do wąskiego grona artystów, którzy zamykali koncerty na Main Stage w czasie kolejnych festiwali.

Połączenie znakomitych światowej klasy artystów, jak i nieprzewidywalna pogoda stanowią wybuchową mieszankę, która uwolniła się podczas jubileuszowych dziesiątych urodzin Heineken Open'er Festival, co czyni tegoroczną edycję niezapomnianym przeżyciem dla wielu festiwalowiczów. Do zobaczenia za rok!

Galeria zdjęć z festiwalu >>>

Słuchaj radia PRINCE na tuba.FM

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (5)

  • Gość: bezeba

    Oceniono 2 razy 2

    Pulp: "Gdańsk, Would You Like To GDANCE?" !

  • dabelju

    Oceniono 4 razy 2

    i wszystkie narzekania malkontentów okazały się bzdurą. foals udźwignęli main, pulp dał megarewelacyjny koncert, przez niektórych uważany za "indie-srindi" i smutnych chłopców the strokes dali czadu jak mało kto, deadmau5 okazał się godnym elektronicznym pier.dolnięciem, national i coldplay nie spowodowali, że ludzie spali pod sceną, w namiocie działy się rzeczy niesłychane, takie jak crystal fighters, caribou czy chromeo. całość pomimo deszczu była pięknym zwieńczeniem 10 edycji openera, a ci co nie pojechali i jęczeli na line-up - przegrali życie. i jedno im powiem: ŻAŁUJCIE!

  • intrigue

    Oceniono 2 razy 2

    The National, jacy oni są prawdziwi! :d

  • Gość: petty_crimes

    Oceniono 3 razy 1

    Jesli chodzi o slogan Cokera z Pulp, to powinno być chyba "would you like to Gdance?" . Taka gra słow,
    Swoją drogą- gość jest świetny, uwielbiam jego charyzmę ;D

  • perfectdisguise

    Oceniono 2 razy 0

    było cudownie! Jarvis, I want to give you children!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

POLECANE RADIA