Guano Apes w ogniu pytań Gabi Drzewieckiej

Gabi Drzewiecka
24.03.2011 11:41
Przeczytajcie specjalny, ekskluzywny wywiad dla naszego portalu z jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów rockowych na świecie - Guano Apes i dowiedzcie się między innymi o tym, jak wrócili na scenę po wielkim rozstaniu.

 

Henning, jest to wasz wielki powrót - pierwsza płyta od czasu ponownego utworzenia zespołu. Kazaliście swoim fanom czekać wiele długich lat. Jakbyś opisał album 'Bel Air'?

Oczywiście jest nieco inny od poprzednich. Byłaby to wielka szkoda, gdyby brzmiał tak samo jak nasze starsze rzeczy (śmiech). Kiedy zaczynaliśmy pracę nad tą płytą, wiedzieliśmy na pewno, że nie chcemy powtarzać tego, co już kiedyś zrobiliśmy. Nie zastanawialiśmy się jednak nad tym czego powinniśmy od siebie oczekiwać i czego ludzie mogą od nas oczekiwać, ponieważ to tak naprawdę blokowałoby nam robienie tego, co naprawdę lubimy. Chcieliśmy tworzyć dla siebie. Czuliśmy się trochę tak ,jakbyśmy stworzyli nowy zespół i pracowali nad pierwszą płytą. Mieliśmy na pisanie piosenek tyle czasu ile potrzebowaliśmy. Staraliśmy się nie ulegać presji. Kiedy znów utworzyliśmy zespół - nie rozmawialiśmy o płycie. W 2009 roku pojechaliśmy w trasę, na różne festiwale. Pod koniec 2009 roku usiedliśmy razem zastanawiając się czy chcemy kontynuować współpracę, wszyscy się zgodzili i to właśnie wtedy zaczęliśmy prace nad piosenkami na 'Bel Air'.

Właściwie odpowiedziałeś mi na kolejne pytanie, jednak pogrzebię trochę głębiej w temacie. Mnie się ta płyta bardzo podoba, mimo że jest kompletnie różna od poprzednich. Szliście za głosem serca, czy wcześniej ustalaliście, że potrzebujecie stworzyć coś zupełnie nowego, czy każdy po prostu miał świeże podejście do sprawy?

Myślę, że tak po prostu się stało. Kiedy zakończyliśmy prace nad płytą i przesłuchaliśmy ją całą, zdaliśmy sobie sprawę z tego, że rzeczywiście jest inna. Nadal ma te same elementy i energię, jednak postanowiliśmy ją przekazać w inny sposób. Zazwyczaj, gdy ludzie odnoszą się do naszych poprzednich dokonań, mówią o tak wielkich piosenkach jak 'Open your eyes' czy 'Lord of the Boards' - chodziło im o energię i dźwięki, które wtedy tworzyliśmy. Były akuratne do pokolenia i czasów, w których żyliśmy. Teraz chcieliśmy stworzyć coś lżejszego, świetne kompozycje i melodie, zamiast wpakować w to za dużo energii, dramatyzmu i mrocznych gitarowych dźwięków. Ograniczyliśmy to wszystko i myślę, że na dobre nam to wyszło. Tak naprawdę zrozumieliśmy, że płyta jest inna, dopiero gdy ją w pełni skończyliśmy. Tak się po prostu stało naturalnie, nie rozmawialiśmy o wprowadzaniu, bądź eliminowaniu pewnych elementów (śmiech). Sandra od 5 czy 6 lat mieszka w Berlinie i zajmowała się tam muzyką elektroniczną, każdy z nas słuchał czegoś innego i wprowadził inne elementy, które w połączeniu stworzyły nową płytę.

Upłynęło sporo czasu odkąd ostatni raz ze sobą pracowaliście. Czy wszyscy się ze sobą dogadywali, czy jednak musieliście się na nowo do siebie przyzwyczajać?

Nie dogadywaliśmy się zbyt dobrze za starych czasów, wiesz, to było 8 lat temu, zniszczyliśmy nasze relacje w czasie największego rozkwitu zespołu. Kiedy zaczynaliśmy mieliśmy po 18 - 19 lat. Prosto ze szkoły trafiliśmy do biznesu muzycznego. Robiliśmy to 300 dni w roku przez 11-12 lat. Załamanie było nieuniknione. Desperacko szukaliśmy możliwości zajęcia się własnym życiem. Odseparowanie się od siebie było naturalne i było bardzo dobre. Oczywiście wtedy wyglądało to strasznie i wszystkich zasmuciło, ale patrząc z perspektywy czasu był to proces gojenia ran, kiedy to każdy miał szansę zająć się sobą oraz projektami z innymi ludźmi. Pomogło to nam się znów połączyć i lepiej ze sobą dogadywać, każdy był zrelaksowany i wiedział, że praca w zespole polega na chemii 4 osób, na wspaniałych, niecodziennych relacjach. Teraz wiemy, że kiedyś zbudowaliśmy coś wspaniałego i teraz znowu nam się to uda.

Czyli nie żałujecie rozpadu, wszystko się dzieje po coś. Będąc w stanie rozpadu żywiliście do siebie negatywne uczucia?

Oczywiście, że tak, wiesz, my praktycznie zniszczyliśmy własne życia i rozwiązaliśmy zespół w trakcie największego sukcesu. Rozpoczęliśmy rozmowy o tym, że tak dłużej być nie może zaraz po zakończeniu naszej najlepszej trasy koncertowej. To było trudne, mieliśmy wobec siebie negatywne uczucia, nie mogliśmy znieść siebie nawzajem. Każdy miał silną chęć zrobienia czegoś na własną rękę i musieliśmy coś z tym zrobić. Zespół nagle się rozwiązał i każdy z nas poczuł ogromną pustkę w życiu. Dużo nam to jednak dało, wydorośleliśmy, umiemy rozróżniać to co ważne, a co nie. Jesteśmy zrelaksowani, ponieważ nie robimy już wszystkiego na raz, musimy mieć czas tylko dla siebie i na odpoczynek, żeby móc znów działać wraz z zespołem. Musimy to powtarzać naszemu managementowi, inaczej zapełniliby nam każdy dzień od 1 Stycznia do 31 Grudnia. To jest ich praca oczywiście, ale my musimy im dawać znać, że potrzebujemy odpoczynku.

Po czymś takim można powiedzieć, że jest to cud, że znów tworzycie zespół. Jak wyglądał powrót, czyj to był pomysł, kto do kogo zadzwonił?

Wiesz, mnóstwo tego to wewnętrzna sprawa zespołu (śmiech)

Jasne, nie chcę wchodzić w bardzo osobiste szczegóły, powiedz mi to co możesz powiedzieć..

Oczywiście. Stefan wyszedł z pomysłem, żeby znów stworzyć zespół. Powiedziałem mu, że chyba oszalał. Minęło tyle lat, a my nawet ze sobą nie rozmawialiśmy. Nawet nie wiedziałem czy tego chciałem. On jednak powiedział, że spróbuje i da mi znać. Kilka tygodni czy miesięcy później skontaktował się ze mną i Dennisem mówiąc, że widział się z Sandrą, rozmawiali i doszli do wniosku, że chcieliby, żebyśmy zaczęli grać koncerty na festiwalach. Uderzyło mnie to, pomyślałem, że to szaleństwo, że nie możemy tak po prostu po tym wszystkim, po latach wrócić na scenę. Musielibyśmy się spotkać i poważnie porozmawiać o wszystkim co się stało i dopiero potem spróbować podziałać muzycznie. I tak też się stało - spotkaliśmy się, wszyscy byli jacyś tacy niepewni i spokojni. Próbowaliśmy się dogadać, było to dziwne uczucie, ale w końcu trafiliśmy na salę prób, gdzie już śmialiśmy się razem ze sobą. Na jednej z pierwszych prób nawet napisaliśmy dwie piosenki, z czego jedną 'All I wanna do' miałaś okazję słyszeć na płycie. To był dla nas dobry znak, bo to oznaczało, że mamy jeszcze coś do powiedzenia na gruncie muzycznym.

Można powiedzieć, że powiedzenie 'nigdy nie mów nigdy' nabiera tu znaczenia..

W pewnym sensie tak (śmiech)

Pomówmy teraz o klipie 'Oh what a night'. Piosenka jest świetna, teledysk też jest super, ale to co najbardziej przykuło moją uwagę to nie Dubai, ale Sandra. Wygląda wspaniale w tym klipie. Jakie ona przeszła wewnętrzne zmiany? Bo wiesz, wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś..

Myślę, że dobrze jej się żyło. Przeprowadziła się do Berlina, gdzie ma teraz mnóstwo przyjaciół. Poszukiwała innych stylów, już nie była tą dziewczyną w szerokich spodniach i t-shircie. Myślę, że dla niej to był dobry czas na zmiany i pokazanie tego światu. Powrót na scenę był dla niej równie trudny jak i dla nas, ale myślę, że jest teraz naprawdę zadowolona. I podoba jej się również pokazywanie siebie z innej strony.

Tak, Sandra zdecydowanie rozkwita i widziałam całe mnóstwo pozytywnych komentarzy pod klipem na you tubie. Natomiast, jeśli chodzi o trasę koncertową to będzie ona trwała przez większość roku. Odwiedzicie całe mnóstwo europejskich krajów, także Polskę - co rozentuzjazmowało polskich fanów. Jesteście gotowi na ogromną dozę energii i ciepłe powitanie?

O tak. Jesteśmy strasznie podekscytowani. Kiedy zaczynaliśmy wszystko kręciło się wokół sprzedaży płyt. A teraz płyta jest promocją trasy koncertowej. To będzie naprawdę ekscytujące - zobaczyć jak ludzie zareagują na nową płytę, co będą sądzili o piosenkach czy będą znali teksty. Teraz też jesteśmy w trasie, próbujemy zrobić odpowiednią listę piosenek do zagrania, żeby nowe kawałki dobrze komponowały się ze starymi. To naprawdę bardzo ekscytujący dla nas moment.

A będziecie mieli trochę czasu dla siebie w trakcie tego roku? Bo zapowiada się bardzo pracowicie..

Tak, zdecydowanie musimy mieć też czas dla siebie. Jesteśmy bardzo energetyczni na scenie, więc musimy też regenerować siły przed kolejnymi koncertami.

W jaki sposób regenerujecie siły, co robicie kiedy macie czas dla siebie, czytacie książki uprawiacie sport?

Staramy się robić to o czym mówisz w trakcie trasy. Oczywiście skupiamy się też na promocji, ale 95% trasy to czekanie. Podróżujemy, czekamy, siedzimy w pokojach hotelowych, albo na backstage'u. Koncert trwa 90 minut, więc próbujemy sobie później urozmaicać trochę życie poprzez czytanie, oglądanie miast do których przyjeżdżamy - chociaż to rzadko wychodzi (śmiech) Głównie widzimy kluby, autobusy, transport i lotniska. Myślę jednak, że istotą zbierania sił jest czas, który spędzamy z rodziną i przyjaciółmi, robiąc coś co nie jest związane z biznesem muzycznym. Niektórzy z nas idą pojeździć na koniach, inni idą na ryby, a jeszcze inni bawić się z dziećmi. Po prostu prowadzimy wtedy normalne życie.

Czy zdarzyła wam się kiedyś jakaś dziwna sytuacja z fanami, albo jakaś dziwna sytuacja na koncercie?

Teraz przychodzi mi do głowy jedna sytuacja, która zdarzyła się w Austrii wiele lat temu. To było w czasie, kiedy czasopisma typu 'Bravo' i inne gazety dla nastolatków podchwyciły temat Guano Apes. Pierwsze 15 rzędów na koncercie było wypełnionych bardzo młodymi nastolatkami. No i jeden wdarł się na scenę i koniecznie chciał ode mnie autograf w czasie, gdy graliśmy 'Rain'. Nie wierzyłem, że to się dzieje..

Jak mógł zepsuć wykonywanie tak świetnej piosenki..

On chyba myślał, że to playback i potem próbował drugi raz. Wydaje mi się, że był po prostu pijany czy coś..

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Trzymam kciuki za to, by album dobrze się przyjął, mnie on się bardzo podoba, a skoro mnie się podoba to wszystko musi się udać (śmiech). Mam nadzieję zobaczyć was na koncercie w Polsce, jeszcze raz dziękuję.

Bardzo Ci dziękuję Gabriela, pa pa.

Słuchaj radia GUANO APES na tuba.FM

And You Will Know Us By The Trail Of Dead w ogniu pytań Gabi Drzewieckiej

POLECANE RADIA