Orange Warsaw Festival: to był wieczór Edyty Bartosiewicz

29.08.2010 01:49
Edyta Bartosiewicz

Edyta Bartosiewicz (FORUM/Krzysztof Jarosz)

Nie mamy żadnych wątpliwości: to Edyta Bartosiewicz była najważniejszą gwiazdą pierwszego dnia Orange Warsaw Festival.

* DOŁĄCZ DO TUBY NA FACEBOOKU! - www.facebook.com/tubapl

 

Taki koncert polskiego artysty zdarza się raz na kilkanaście lat, bo też rzadko dzieje się, aby ktoś znikał ze sceny na blisko dziesięć lat u szczytu swej kariery. W sobotę, 28 sierpnia, na warszawskim Służewcu, można było poczuć się jak w wehikule czasu. Gdy Edyta Bartosiewicz weszła na scenę po godzinie 23.00 (nawet chwilę przed zaplanowanym czasem), nie czuło się kompletnie, że nie robiła tego tak długo. Świetnie wyglądała, z każdym utworem coraz szerzej się uśmiechała, jej głos brzmiał mocno i pewnie - nie zawiodła w żadnym calu. Ze sceny nie padało zbyt wiele zbędnych słów. Na początku usłyszeliśmy tylko:

Dobry wieczór. Nawet sobie nie wyobrażacie jak, ja się czuję. Mam nadzieję, że to będzie genialne przeżycie i że będziecie zadowoleni.

Rytmiczne skandowanie tłumu "Edyta, Edyta!" nie pozwoliło jej na wiele więcej, więc zaczęła od "Niewinności", podobnie jak większość utworów zagranych w nieco uwspółcześnionej wersji, która jednak nie odbierała im tego, co najważniejsze. Później Edyta co chwilę powtarzała, wyraźnie wzruszona i rozpromieniona "Dziękuję, jesteście kochani". Było wzruszająco w trakcie takich hitów, jak "Ostatni", czy "Sen", a także bujająco podczas "Skłamałam", czy "Jenny". Wyjątkowo energetycznie zabrzmiał "Szał", który w tej aranżacji mógłby spokojnie konkurować z hitami młodych brytyjskich zespołów gitarowych. Nie zabrakło też wielce oczekiwanych nowych kompozycji, które mają pojawić się na szykowanej przez Bartosiewicz płycie. Jednym z nich był planowany singiel o jakże wymownym tytule - "Upaść, by wstać". Brzmiał mniej więcej tak:

 

 

Jeśli w wersjach albumowych zabrzmią one tak jak na koncercie, to usatysfakcjonowani powinni być przede wszystkim fani, którzy tęsknili za klimatem starych kawałków Edyty. Pojawił się też cover utworu The Rembrandts - "Just the Way It Is, Baby". Jeśli jeszcze ktokolwiek wątpił, że ten wieczór należeć będzie właśnie do polskiej gwiazdy, wystarczy wspomnieć, że Edyta cztery razy wychodziła na bis. Faktem jest, że każdy składał się dokładnie z jednego utworu, ale i tak normalnie takie rzeczy na festiwalach się nie zdarzają. Można było odnieść wrażenie, że wokalistce i jej zespołowi naprawdę trudno było rozstać się z pozytywną energią, która płynęła w jej stronę od fanów. Wychodząc do nich, wywoływana po raz kolejny, żartowała:

Ale jesteście niegrzeczni! Czemu nie chcecie iść spać?

Na bis zaśpiewała po kolei: "Ostatni", "Skłamałam", "Blues For You" i po raz drugi "Szał", bo jak zaznaczyła, skończył im się repertuar przygotowany na ten wieczór. Wniosek jest jeden: oby na kolejny taki występ nie przyszło nam tak długo czekać.

Przed Edytą wystąpili po kolei Kumka Olik, Kim Nowak, White Lies i Hole. Szczególnie występ tych ostatnich z Courtney Love na czele, mógł wywoływać poruszenie. Była to bowiem jej pierwsza wizyta w Polsce. Jak na koncert promujący album "Nobody's Daughter" przystało, set rozpoczął się do pierwszego singla z tego krążka - "Skinny Little Bitch". Nie zabrakło jednak utworów z poprzednich płyt, m.in. z najbardziej rozpoznawalnego dzieła formacji, "Celebrity Skin". Pomiędzy kolejnymi kawałkami Courtney prowadziła czarująca konferansjerkę z polską publicznością, m.in. pytając o imię dziewczyny stojącej pod sceną, czy o brzmienie słowa "dziękuję" po polsku lub żartując, że głupio by było umrzeć na scenie, gdy jej szal zaplątał się w pasek od gitary. Spore poruszenie wywołała zapowiadając cover... "Jeremy'ego" Pearl Jam. Wcześniej na konferencji prasowej opowiadała dziennikarzom, że właściwie nie jest pewna, czy powinna wykonywać ten utwór i o tym, że nie jest on stworzony dla jej warunków wokalnych. Stwierdziła również, że lubi ryzyko i wykonała go przed polską publicznością, zapominając o wokalizie, a następnie przyznając się do tego bez większego zażenowania.

Po pierwszym dniu imprezy, Orange Warsaw Festival nie może pochwalić się dwoma rzeczami: oszałamiającą frekwencją i udaną pogodą. O ile na to drugie organizatorzy nie mieli wpływu, to z powodu tego pierwszego raczej nie będą usatysfakcjonowani. Momentami przestrzeń pod sceną świeciła pustkami i właściwie dopiero w trakcie koncertu Edyty Bartosiewicz była zapełniona w stopniu dostatecznym, a publiczność naprawdę było słychać.

Drugiego dnia zagrają: Aura Dione, Lisa Hannigan, finaliści WOW Music Awards, Monika Brodka, Mika, Agnieszka Chylińska i Nelly Furtado.

KR

 

Zobacz także
Komentarze (6)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Gość

    Oceniono 40 razy 20

    Hej ludzie na darmowy wystep przychodzi przypadkowa publika a jak trzeba zapłacić to dopiero widać kto jest prawdziwym fanem występujących artystów. To nie piknik tylko koncert.

  • swiniak

    Oceniono 8 razy 2

    courtney rzadzi!!!!!!!

  • karolayna4

    0

    Witam serdecznie!
    przygotowuję pracę magisterską w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, w której piszę na temat sponsoringu jako formy promocji firmy na przykładzie Orange i Orange Warsaw Festival.
    Jak znajdziecie czas (5 minut), to proszę pomóżcie mi i wypełnijcie ankietę.
    Ankieta znajduje się pod linkiem: http://www.ankietka.pl/ankieta/50819/sponsoring-orange-warsaw-festival.html
    Będę bardzo wdzięczna!
    Serdecznie dziękuję za pomoc.
    Karolina SGGW

  • gracz.graczy

    Oceniono 31 razy -3

    Dżeny. Mam na imię Dżeny.

  • choko

    Oceniono 66 razy -12

    frekwencja była swoistego rodzaju buntem wykonanym w stronę organizatorów którzy z kolei popsuli OWF wprowadzając bilety a także komercjalizując na potęgę ten miły do czasu festiwal. Zapewne większość fanów Orange'a zawiodła się nieodwracalnie na organizatorach i postanowiła nie popełniać błędu którym jest pójście na festiwal. Pomijając fakt, że impreza jest płatna warto dodać, że kompletnie nie warta swojej ceny. Gwiazdy zostały dobrane z drugiej półki żeby nie powiedzieć niszowe, w ostatnich latach nie udzielały się na scenie muzycznej. Śmiało można powiedzieć, że zeszłoroczny oraz ten z przed dwóch lat OWF był o niebo lepszy- nie skomercjalizowany aż tak, bezpłatny i gwiazdy naprawdę ba poziomie. Dziękujemy tegorocznym organizatorom za popsucie tak fajnego festiwalu:)

  • pokuba

    Oceniono 62 razy -12

    Frekwencji trudno się dziwić. Nie wspominam tu już o pogodzie ... ale dobór artystów był po prostu słaby. Ani to artyści alternatywni ani popularni. Dobór był chyba dokonywany pod kątem ... sam nie wiem jakim. Kategoria "bycie celebrytą"? Ilość artykułów na temat "nie wydania płyty od 10 lat?" ... ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

POLECANE RADIA