The Flaming Lips: mam wiele złych pomysłów [wywiad]

09.08.2010 15:45
Glastonbury 2010, dzień 1. The Flaming Lips

Glastonbury 2010, dzień 1. The Flaming Lips (The Flaming Lips, AP/Jim Ross)

Tuż po Off Festivalu mamy dla Was kilka słów od Wayne'a Coyne'a, lidera The Flaming Lips, których imponujący koncert zakończył piątą edycję imprezy.

* DOŁĄCZ DO TUBY NA FACEBOOKU! - www.facebook.com/tubapl

 

Niestety z przyczyn niezależnych od nas rozmowa trwała tylko pięć minut - wystarczyło to jednak, aby przekonać się, jak interesującym i pozytywnym człowiekiem jest Wayne.

Występy The Flaming Lips mają naprawdę niezwykłą oprawę. Skąd bierzesz pomysły na to, co wydarzy się w trakcie koncertu - na przykład na to, że rozpoczynasz go w dużej, dmuchanej kuli?

Ta kula to kosmiczna bańka, wchodzę do niej do środka i przechodzę nad tłumem. Mam naprawdę wiele pomysłów i nie zawsze wiem, skąd one się biorą. Wiele z nich jest po prostu złych (śmiech). Staram się wyobrazić sobie, co ja chciałbym zobaczyć, będąc na koncercie The Flaming Lips. Próbuję wejść w skórę publiczności i myślę sobie: "byłoby fajnie, gdyby Wayne pojawił się w dużej, kosmicznej kuli". Przez kilka lat jej szukałem i wreszcie mi się udało. Wiem, że coś podobnego robi Peter Gabriel, więc skoro on może, to musi być ciekawe. Gdyby więcej osób miało na to odwagę, też pewnie robiliby takie rzeczy. Ja po prostu robię to, na co mam ochotę i liczę na to, że to się sprawdzi.

Uważasz, że image jest ważny dla każdego artysty?

Oczywiście. To kolejny sposób na wyrażenie siebie i pokazanie, kim jesteś: to, jak wyglądasz, co mówisz i sposób w jaki nagrywasz muzykę. Każda z tych rzeczy to okazja do powiedzenia: "to właśnie ja". Nie sądzę, aby można było rozdzielić sztukę od osoby, która ją tworzy. Wszystko, co robię jest w jakiś sposób związane ze sztuką, którą tworzę. Może to być albo okropne, albo świetne. Dla mnie jest świetne, bo robię to co kocham i liczę się ze wszystkimi tego konsekwencjami. Gdy ludzie mówią, że image to banalna i powierzchowna rzecz, myślę, że są w błędzie. Kreowanie swojej tożsamości to coś, co stara się robić każdy z nas - nieważne, czy gra w zespole, pracuje w banku, czy po prostu zajmuje się dziećmi. Właśnie z tego powodu jest to takie ważne. Stworzenie czegoś rozpoznawalnego nie jest łatwe. Spójrzmy na Lady Gagę - ona jest wspaniała, tego właśnie potrzebujemy: osobowości, które potrafią być krzykliwe i robią rzeczy, które dla innych mogą być np. zawstydzające.

Skoro mowa o pomysłach - wydajesz się być wyjątkowo płodnym artystą, wydałeś ostatnio z The Flaming Lips dwa albumy w przeciągu zaledwie kilku miesięcy.

Jesteśmy zespołem już od ponad dwudziestu lat, a każdy chyba dochodzi do takiego momentu, w którym fascynuje go płyta "Dark Side Of The Moon" Pink Floyd. Ta muzyka jest tak wyjątkowa, dynamiczna i pełna energii, że wielu muzyków zastanawia się, dlaczego to tak dobrze działa. Myśleliśmy o tych utworach już od jakiegoś czasu, zanim zdecydowaliśmy się je nagrać. Nie mieliśmy zamiaru robić z tego jakiegoś dużego wydarzenia, chcieliśmy je po prostu wypuścić na iTunes. Chcieliśmy je nagrać w naszych wersjach i wcale nie mówię, że są one lepsze. Po prostu są nasze. Skończyło się to trochę inaczej niż zamierzaliśmy i rzeczywiście wygląda to, jak byśmy byli dosyć płodni, a tak nie jest. Po prostu najpierw nagraliśmy "Embryonic" z naszymi piosenkami - to podwójny album i trafiły na niego bodajże wszystkie kawałki, jakie mieliśmy w tamtym czasie. Potem ukazała się płyta z coverami "Dark Side Of The Moon". To była dla nas zabawa, zająć się muzyką napisaną przez kogoś innego, szczególnie jeśli jest taka dobra. W każdym razie to miłe, że tak się o nas myśli. Mam dużo pomysłów, ale nie wszystkie realizuję.

Kasia Rogalska

 

Więcej o:

POLECANE RADIA