Pomiędzy czwartkiem a niedzielą w Gdyni wytwarza się co roku nieco inna czasoprzestrzeń - miejsce, gdzie przede wszystkim panuje atmosfera zabawy i wakacji, której towarzyszą dźwięki najwyższej próby. Tak było i w tym roku. Pogoda sprzyjała temu nastrojowi, bo przez całe cztery dni słońce świeciło naprawdę mocno.
Nietrudno się domyślić, że jednak najważniejsza była muzyka. Dostaliśmy solidną dawkę klasyki różnych gatunków. Tacy wykonawcy, jak Pearl Jam, Massive Attack, Skunk Anansie, Cypress Hill, Pavement, Grace Jones, Fatboy Slim, czy Tricky przyciągnęli sporo starszej niż w poprzednich latach. Nie oznacza to jednak, że przekrój wiekowy zbliżył się do tego, jaki króluje choćby na festiwalu w Opolu. Wielu młodych ludzi również odbierało tę muzyczną lekcję historii. Co więcej, większość z tych wykonawców przyjechała do nas z nowym materiałem - Pearl Jam, Massive Attack i Cypress Hill promowali wydane przed kilkoma miesiącami płyty, a choćby Skunk Anansie i Tricky zaprezentowali utwory z nadchodzących albumów. Nie zapomnimy też fantastycznych strojów, kondycji i perfekcjonizmu Grace Jones, potężnego brzmienia Massive Attack oraz Tricky'ego, czy dbałości o fanów Eddiego Veddera oraz oczywiście jego fenomenalnej polszczyzny.
Nieco młodszą generację (choć wiekowo nie zawsze) reprezentowali m.in. 2Manydjs, The Dead Weather, Yeasayer, Die Antwoord, Empire Of The Sun, Klaxons, Kasabian, The Hives, Mando Diao, Wild Beasts i oczywiście Hot Chip. Całkiem zróżnicowane to zestawienie, bo znajduje się w nim bajeczna zabawa popkulturą (2manydjs), powrót do klasycznego, heavy bluesowego grania (The Dead Weather), nowy rap z RPA (Die Antwoord) oraz kolorowe popowe widowisko (Empire Of The Sun). Nie można też zapomnieć o występach Phenomenal Handclap Band, Tinariwen oraz Nasa i Damiana Marleya. Większość artystów przyznawała, że opnenerowa publiczność jest świetna i obiecała jedno: że postara się wkrótce wrócić do Polski.
Organizacyjnie widać, że Alter Art z roku na rok wyciąga wnioski z kolejnych imprez i stara się dbać o publiczność. Rok 2010 na Open'erze wyglądał tak: mniejsze kolejki do punktów gastronomicznych, bo przybyła kolejna duża strefa z nimi, papier w Toi Toiach, a obok woda oraz jeszcze więcej aktywności, w których można było wziąć udział w trakcie festiwalu. Na terenie imprezy pojawił się m.in. Signing Tent - miejsce, w którym wykonawcy rozdawali autografy i fotografowali się z fanami. Pierwszego dnia imprezy część osób została wpuszczona bez opasek, aby mogli bez opóźnienia zobaczyć koncert Pearl Jam. Nie zabrakło jak zwykle korków na terenach dojazdowych do lotniska, głównie w festiwalowych godzinach szczytu.
Życzenie na przyszłorocznego Open'era? Umiejętność bilokacji albo bardziej kategorycznego dokonywania wyborów.